[Opowiadanie] …Most zapomnienia…

wallpaperstock.net

W kłębiących się obłokach mgły błądziły intensywnie pociągnięcia pędzla o odcieniu wytrawnego wina. Ich źródłem okazał się zwiewny materiał krótkiej sukienki targany podmuchami wiatru. Malujący się obraz był słabo dostrzegalny z dalszej odległości, przypominał raczej wyłaniającą się flagę na szczycie latarni morskiej podczas burzliwego sztormu. Tę flagę odzwierciedlała dziewczyna o delikatnej budowie, która kurczowo trzymała się barierki. Pochylona, ze załzawionymi oczami spoglądała w dół dokładnie kontemplując przepaść. Jeden z czarnych kosmyków uwolnił się ze starannie ułożonego koka i opadł na przybrudzony policzek. Przystając na jednej nodze drugą zatoczyła półokrąg nad krawędzią zgrabnie prostując stopę niczym baletnica wykonująca odwróconą arabeskę.

-Przepraszam, że przeszkadzam. – kamienną ciszę przerwał głęboki, męski głos przyciągający wszelką uwagę. – Czy wie Pani może która jest godzina?

Czarnowłosa wyrwana z równowagi niezdarnie umiejscowiła stopę za krawędzią, po kilkukrotnym obsunięciu się. Wzrokiem odszukała obiekt, który przed chwilą odważył się przerwać egzystencjalne rozmyślania.

-Czy Pani mnie słyszy? – mężczyzna ponownie się odezwał podchodząc bliżej do barierki. – Dlaczego stoi Pani po drugiej stronie? Czy wie Pani, że to jest bardzo niebezpieczne? Może Pani spaść i się utopić. – pytania padające jedno za drugim spowodowały nagłą trwogę w umyśle dziewczyny.

Na niebie lekko rozpościerały się słoneczne promienie. Wskazywało to, że niedługo zagościł poranek, jednakże na tyle wczesny, że najpilniejsi pracownicy oraz uczniowie nadal przebywali w objęciach snu. Na moście, gdzie zazwyczaj panował gwar i ruch, o tej porze pogrążony był w kompletnej ciszy niekiedy przerywany pojedynczym odgłosem przejeżdżającego pojazdu.

-Mam na imię TaeJun. Miło mi Panią poznać, nawet jeśli zapoznanie ma miejsce w tak dziwnych okolicznościach. Zamierza Pani skoczyć? Jak ma Pani na imię? – nieznajomy oparł się o metalową poręcz uważnie spoglądając w rozmyty karmelowy brąz bacznie go mierzący.

-Jestem MiHee. – wymamrotała niewyraźnie czarnowłosa coraz mocniej zaciskając palce na jedynym zabezpieczeniu ochraniającym ją od planowanego upadku.

Trudność w wymowie powodowała pokryta żółtym już pyłem maseczka niegdyś szczycąca się nieskazitelną bielą. Broniła drogi oddechowe przed zawładnięciem je przez unoszące się w powietrzu opary piaskowej mgły.

-Kwiecień jest środkowym miesiącem, kiedy w Kraju Porannego Spokoju szaleje niezwykle uciążliwe zjawisko zwane żółtymi piaskami przybywające z pustynnych terenów Mongolii. – informacja wypowiedziana przez TaeJuna nie stanowiła dla czarnowłosej tajemnicy, jednakże przejawiała chęć oderwania jej uwagi od zamierzonego czynu. – Pani oczy stają się coraz bardziej czerwone i załzawione. Może to skończyć się zapaleniem spojówek. Naprawdę zamierza Pani skoczyć?

Niedawne stężenie odwagi płynące w krwi MiHee stopniowo spadało pozwalając emocjonalnym obawom objąć panowanie nad ciałem i umysłem. Szczupłe, wręcz wychudzone nogi i ręce zaczęły bezwiednie drętwieć. Siły powoli opuszczały ciało MiHee.

-Nie warto tak kończyć tego wcielenia. Jest tyle pięknych miejsc na świecie… – TaeJun podszedł bliżej wyciągając do niej zabrudzoną dłoń. – Proszę, z każdej sytuacji jest wyjście. Trzeba tylko na spokojnie przeanalizować możliwe opcje i wybrać tą najlepszą, najmniej inwazyjną i szkodliwą dla samego siebie. Tą, którą Pani wybrała jest najgorsza z wszystkich.

Melodyjny głos koił zszargane myśli MiHee oraz przyniósł zadowalający efekt, którego nikt nie mógłby się spodziewać. Dziewczyna odrywając siną i drżącą dłoń od barierki podała ją nieznajomemu, który zareagował uśmiechem. Osłabiona MiHee resztkę sił poświęciła na ponowne przekroczenie przeszkody, na której wcześniej przesiedziała kilka chwil zanim znalazła się na samej krawędzi.

Z brzegu zabłąkany bezdomny wodził wzorkiem za przechadzającym się wzdłuż mostu targany wiatrem, winnym punktem. MiHee tamtego dnia nie zakończyła swojego ziemskiego żywota. Tajemniczy TaeJun, który pojawił się znikąd odwiódł ją od samobójczego zamierzenia w sposób nadal stanowiącym zagadkę. Zmarzniętą, obolałą cieleśnie i mentalnie oraz pokrytą żółtym pyłem MiHee odprowadził pod samą bramę domu jednorodzinnego, w którym rodzice jak i młodsza siostra nie zdawali sobie sprawy z jej nieobecności. Całą drogę towarzyszyło im milczenie, zaś na pożegnanie wymienili uprzejme ukłony, a czarnowłosa ponownie wymamrotała podziękowanie.

MiHee przez cały miesiąc nie opuszczała domowego zacisza – z powodu leczenia zapalenia spojówek oraz podejmowania prób powrotu do unormowanej rzeczywistości. Wciąż starała przypomnieć sobie jak wyglądał TaeJun – wybawca. Niewiele widziała tamtego nieszczęsnego dnia – wszystko pochłaniała gęsta mgła oraz zamazany przez łzy kontemplowany przez nią obraz. Przebłyski pamięci podsuwały jedynie strzępy dotyczące emanujących radością oczu niczym u małego dziecka, o dziwo delikatnym dotykiem silnych dłoni oraz jego ubioru przypominającym wojskowe odzienie. To jedyne wspomnienia budujące postać TaeJuna. Być może znajdował się na przepustce… Tylko co robił na moście o tak wczesnej porze? Akurat w tamtym miejscu, które wybrała na samobójczy wyczyn.

-To istne szaleństwo. – mamrotała pod nosem wyglądając przez okno.

Dokładnie dwa miesiące później, gdy złośliwe piaski opuściły półwysep, MiHee postanowiła odszukać TaeJuna. Miała szczerą nadzieję, że jakimś cudem spotka go na danym odcinku mostu, z którego wpatrywała się w taflę rzeki. Ubrana w tą samą winną sukienkę zmierzała ku celu opuszkami palców wodząc po barierce. Nie zachwycała się rozpościerającą panoramą, gdyż całą uwagę skupiała w jednym punkcie. Niestety, rozczarowanie zastąpiło płonną nadzieję. Jako jedyna żywa istota oprócz szybujących dookoła ptaków na olbrzymiej, metalowej konstrukcji czuła się dotkliwie zawiedzona. Bezpodstawne oczekiwanie trwało trzy godziny i wciąż nie przynosiło upragnionego efektu w postaci zjawienia się TaeJuna. Być może znowu wyłoni się z mgły.

Niespodziewanie, jakby na zawołanie myśli poczuła, że ktoś stoi tuż za nią. Niska kobieta ubrana w białą, sięgającą ziemi sukienkę zakrywającą ramiona pustym wzrokiem podtrzymywała uciążliwy kontakt wzrokowy z MiHee. Pokryte siwizną włosy ledwo sięgały płatków uszu. Zmartwiona i pozbawiona wyrazy twarz przyprawiała o gęsią skórkę emanując postępującą starością.

-Dzień Dobry. – wymamrotała MiHee kłaniając się niepewnie.

Nie uzyskawszy odpowiedzi, po kilku minutach pogrążona w zdziwieniu chciała po prostu oddalić się od staruszki, jednakże podświadomość podsunęła dziwne przeczucie, że właśnie od tej kobiety może uzyskać odpowiedzi na wszelkie gnębiące pytania. Tym razem intuicja okazała się bardzo przydatna.

-To wydarzyło się dokładnie rok temu. – staruszka przerwała ciszę łamiącym się głosem gładząc powierzchnię barierki. – Właśnie tutaj spoczywały jego dłonie. Dla mnie czas ciągnie się nieubłaganie, moje myśli kłębią się tylko wokół tego czynu. Dlaczego…

Kobieta zamilkła siłą duszy powstrzymując łzy pełne żalu i smutku. Z niewiadomego powodu MiHee również była bliska płaczu. Nie zdawała sobie sprawy, że koniec owej historii całkowicie odmieni i zaburzy dotychczasowy tok myśli.

-Specjalnie wypuszczono go wtedy z jednostki, gdyż pełnił służbę wojskową. Niezwykle dojrzale i odważnie prezentował się w mundurze. – kontynuowała. – Zrobili wyjątek, gdyż jako najstarszy syn musiał pojawić się na pogrzebie własnego ojca. Niestety, nigdy nie dotarł… Myśleli, że wykorzystał to do ucieczki… On jednak… On… Przyszedł tutaj całkowicie zdruzgotany. Przeczuwałam, że ciąg dramatycznych wydarzeń nie zakończył się wraz ze śmiercią ojca… Przyszedł tutaj opanowany tą jedną demoniczną myślą, niczym w amoku, całkowicie obłąkany, zawładnięty nieczystymi siłami.

MiHee z przerażeniem wbijała spojrzenie w zapłakaną twarz staruszki, która ujęła jej dłoń w mocnym uścisku. Dotyk dłoni był niemalże identyczny jak TaeJuna, jednakże ten emanował cierpieniem.

-Przekroczył barierkę, stanął na krawędzi, spojrzał w dół, ostatni raz odetchnął ziemskim powietrzem i… skoczył. – kobieta wybuchła raniącym serce płaczem, a MiHee uratowała ją przed upadkiem.

Nie była przy takich siłach, aby podnieść pogrążoną w żałobie staruszkę, więc razem z nią usiadła na powierzchni mostu tyłem do metalowej przeszkody, którą trzy miesiące temu pokonała – i to w tym samym miejscu.

-Nie musiał tego robić, ale śmierć ojca całkowicie go załamała. – wdowa wyszeptała tracąc coraz bardziej siły. – Nigdy nie mieliśmy z nim żadnych problemów, zawsze pełnił rolę przykładnego syna… Coś musiało w nim pęknąć. Popełnił samobójstwo w tym miejscu… Następnego dnia ktoś znalazł jego ciało dryfujące na tafli. – rozpłakała się. – Czemu opuścił mnie mój kochany mąż i syn… Ah, drogi TaeJunie! – krzyknęła i rzuciła się w ramiona MiHee.

Zaistniała sytuacja i usłyszana historia poraziły czarnowłosą emocjonalnym prądem wprawiając w osłupienie. Nie mogła uwierzyć własnym uszom! To stawało się coraz bardziej niedorzeczne. Ta kobieta na pewno się myliła, opowiadała brednie. Niemożliwe, aby rok temu, z tego samego miejsca, gdzie znajdowała się trzy miesiące temu rzucił się w objęcia złowieszczej rzeki jakiś… ten… TaeJun! To oznaczałoby… że w dniu, kiedy chciała popełnić samobójstwo, w oparach mgły i zamroczenia umysłowego objawił się… duch zmarłego i odwiódł od skrajnego pomysłu na zakończenie wszelkich problemów. To istne szaleństwo.

MiHee sprowadziła matkę TaeJuna z mostu i wsadziła do taksówki z góry płacąc za przejazd w nieznanym kierunku. Życzyła kobiecie zdrowia i odnalezienie spokoju po tak dotkliwej stracie. Sama zaś nie odwracając się za siebie podążyła w przeciwnym kierunku. Owładnięta druzgocącym szokiem, czystym niedowierzaniem próbowała wyrzucić absurdalne myśli, insynuacje z umysłu. Postanowiła, że nigdy więcej nie wróci na ten most i zapomni o TaeJunie… który być może był wytworem szalonej wyobraźni… Jednakże, dlaczego tak idealnie pasował do bohatera tragicznej opowieści usłyszanej kilka chwil wcześniej?! Wstydziła się i bała o własny stan psychiczny, który próbowała utrzymać w normie. Targając się za włosy podążała przed siebie mamrocząc pod nosem nie dowierzając własnym domysłom. To musiał być sen… Chyba, że całkowicie zwariowałam…

-Z każdej sytuacji jest wyjście. – ten kojący głos przyprawiający o gęsią skórkę przebił się przez zabłąkany mętlik myśli i uczuć grasujący w MiHee.

Przerażona o mało nie wpadła pod pędzącą taksówkę. W ostatniej chwili, za kierownicą dojrzała zamazaną postać przypominającą… TaeJuna. To istne szaleństwo.

©
grafika: wallpaperstock.net

opowiadanie: 잔디

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: