[Recenzja] 공지영 – 《Nasze szczęśliwe czasy》

20131215_011356

Tytuł: 우리들의 행복한 시간 [Nasze szczęśliwe czasy]

Autorka: 공지영 [Gong Ji-young]

Język: Polski

Data publikacji: 2013

Stron: 314

Gatunek: powieść

Wydawnictwo: Kwiaty Orientu

Ocena:  9/10 gwiazdek

Stało się – przeczytałam. Chociaż przyznam, że napotkałam wiele przeciwności losu ku temu czynowi, aby proces czytania doprowadzić do samego końca. Złożyło się na to kilka czynników, szczególnie tych na tle emocjonalnym.

Zacznę jednak od początku, czyli od krótkiego zarysu sytuacji.
Główna bohaterka – Yu-jeong – została w młodości skrzywdzona, a czyn ten pozostawił trwały ślad w jej ciele, sercu, duszy i psychice, miał wpływ na dalszą egzystencję w gronie rodzinnym oraz społeczeństwie – powodując wyobcowanie. Wywodzi się z zamożnej rodziny, więc od razu nasuwa się myśl, że powinna być szczęśliwa, zadowolona z życia, pałająca wręcz optymizmem… Niestety, rzeczywistość przedstawia się w zupełnie innym świetle – medal ma dwie strony. Pewnego razu, gdy znalazła się na krawędzi życia i śmierci – jej ciotka Monika (zakonnica) zaproponowała spotkanie z  Yun-su – skazanym na karę śmierci mężczyzną, który również nie miał łatwego życia – w ramach prowadzonej od 30 lat resocjalizacji skazańców. Podczas spotkań nawiązywane są rozmowy, zwierzenia, próby nawrócenia, odmiany sposobu myślenia. Yu-jeong na początku niechętnie przystaje na propozycję Cioci Moniki, ale wyjście to wydaje się lepsze niż pogawędki z wujkiem psychiatrą.
W chwili, gdy Yu-jeong i Yun-su stają twarzą w twarz trybiki w ich umysłach i sercach zaczynają prace w przeciwnym kierunku – rozpoczyna się proces przemiany. Poprzez czytanie już od samego początku można dostrzec, że są do siebie bardzo podobni. Fakt ten nie ulega zmianie po sam kraniec historii.

W książce jednocześnie stykają się dwie płaszczyzny, gdyż istnieją dwaj narratorzy. Jednym z nich jest oczywiście Yu-jeong, którą dogłębnie poznajemy poprzez rozdziały, zaś szczegóły z życia Yun-su ujawnione są w tzw. „niebieskich karteczkach” składających się na pamiętnik. Gdy podczas czytania zbieramy niechronologicznie ofiarowane cząstki formujące Yu-jeong poprzez wprowadzone retrospekcje, zdarzenia występujące na ścieżce Yun-su ukazane są w dość jasny i przejrzysty sposób – mężczyzna w swych zwierzeniach wyjawia prawdę. Teraźniejszość ściśle przeplata się z przeszłością.

Postawioną tezę, iż główni bohaterowie są do siebie podobni potwierdza wiele zjawisk. Obydwoje posiadają tzw. syndrom opuszczenia przez matkę, brak matczynej miłości, jakby narodzinami pokrzyżowali plany rodziców, a szczególnie rodzicielek; pozbawieni chęci do życia stali się nieszczęśliwi, posiadają w sobie pustkę; nakładają maski, aby móc obronić się przez złem otaczającego ich świata. Różnią się bodźce jakie doprowadziły ich do takiego stanu, ale pod koniec całokształt skupia się na łączącej tą dwójkę nici – na przemianie, ewolucji jaką przeszli dzięki poznaniu siebie nawzajem, co kreuje dość wyjątkowe zjawisko ukazujące niejednakową formę człowieka… że w tak dziwnych okolicznościach można poznać kogoś, kogo nigdy nie uznałoby się za promotora zmian. Pomoc nadchodzi niespodziewanie i ujawnia się niestety za późno.

20131215_011502

W opowieść powplatane są różnorodne cytaty, które idealnie wpasowują się w stworzony nastrój. Przodującą rolę odgrywają te pochodzące z Biblii, gdyż fundamentem opowieści jest właśnie religia – spoglądanie na świat poprzez jej pryzmat, a dokładniej – umiejętność przebaczania w imię Boga. Takie wrażenie osobiście odczułam.

Prawiąc szczerze – gdy rozpoczęłam czytanie obawiałam się, że nie będę w stanie dokończyć rozpoczętego procesu. Odczucie nie wywiodło się z problemu źle napisanej książki – tudzież – tłumaczenia, nudnego toku wydarzeń, czy niewpasowaniu się w moje literackie upodobania, ale spostrzeżenia, iż książka porusza bardzo trudne tematy – można by rzec – tematy tabu. Opisy ludzkiego brutalizmu i niesprawiedliwości losu przepełniały najbardziej tzw. „niebieskie karteczki” i to one powodowały trudności w czytaniu. Dziennie starałam się pochłonąć jeden rozdział, który najczęściej przeżywałam przez następne trzy dni, wiec wyznaczony ‚harmonogram’ się wydłużał. Towarzyszące temu przemyślenia sprawiały, iż gubiłam się w czasoprzestrzeni i wciąż, choć może to się wydać niedorzeczne, dziwiłam się, dlaczego tyle zła wypełnia świat.
Drugim problemem stała się kara śmierci oraz racja bytu we współczesnym wymiarze karnym. Ciocia Monika jest jak najbardziej przeciwna, gdyż wierzy, że nikt nie zasługuje na takie pokutowanie za winy, czyny, które popełnił. Książka pobudziła mnie do przemyśleń i oczywiście nie doszłam do jednobarwnego wniosku, gdyż nic nie jest czarno-białe. Przeanalizowane działanie i słowa Cioci Moniki skojarzyły mi się ze słowami Jeszui Ha-Nocri z „Mistrza i Małgorzaty”, który podczas rozmowy z Poncjuszem Piłatem powiedział:  „Na świecie nie ma złych ludzi, są tylko nieszczęśliwi„. Dowodzi to, że jakiś czyn bądź bodziec spowodował, że dobro w tych ludziach zostało przysłonięte, przez co czynili zło. Jednakże, do końca nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Dotknęło mnie również przedstawienie przestępstwa na tle seksualnym, czyli gwałt, który przez wymiar kary jest bardzo często traktowany dość powierzchownie i niekiedy ignorowany we współczesnym świecie – a szczególnie przez osoby z otoczenia ofiary. Gwałt powinien być karany surowo poprzez odebranie sprawcy tego, co on odebrał swojej ofierze.
Na powyższe tematy mogłabym pisać dłużej, jednakże nie powołałam tego wpisu, aby być może szokować niektórych swymi poglądami – niekiedy sprzecznymi z wiarą chrześcijańską, która również wprawiła mnie w konsternację, a raczej zobrazowanie w „Nasze szczęśliwe czasy”. Momentami splątanie myśli kreowały niemoc w jaśniejszym wyrazie opinii jako recenzji, ale nie poddałam się. Mogę rzec, że powieść nie jest lekka, więc staje się wyzwaniem samym w sobie – jak również wyzwaniem dla myśli i odczuć Czytelnika, czy ulegną, rozkruszą mur i skłonią do przemyśleń, nawet tych niespostrzeżonych.

Zamysł książki i problematyki przekazu podsumowałabym dwoma cytatami, które w jej wnętrzu widnieją:

„(…) Są na tym świecie prokuratorzy gorsi od morderców i są skazańcy czyści jak anioły. rzeczywistość nie jest jednorodna. Jesteśmy tak różni jak nasze twarze. (…)”

„(…) Kiedy czytasz o nich w gazetach, wydaje ci się, że to zwierzęta, ale jak ich poznasz – okazują się być ludźmi. I jak się pozna jakąś osobę, okazuje się, że wszyscy jesteśmy w gruncie rzeczy tacy sami. (…)”

Napisałam, że powieść jest trudna, ale czy miłość, przebaczenie, przemijanie, przemiana wewnętrzna i ludzkie losy bywają łatwe? Jeśli pragniecie wyruszyć w podróż na spotkanie z Waszymi myślami oraz odkryć, czy przedstawiona historia jest w stanie wywrzeć na Was takie wrażenie jak na mnie, czy jest w stanie poruszyć niektóre zakamarki Waszych poglądów, sprawdzić, czy jesteście osobami silnymi bądź słabymi emocjonalnie – polecam przeczytanie tej książki. Nie będzie to leciutka jak puch lektura, ale na pewno wzbogacająca dla osób o otwartych sercach i umysłach.
Nic dziwnego, że Gong Ji-young jest jedną z najbardziej znanych współczesnych pisarek koreańskich.

Dziękuję za uwagę.

•••

20131215_011437

zdjęcia: książka 《Nasze szczęśliwe czasy》 by 잔디 

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: