[Recenzja] 한강 – 《Wegetarianka》

20140223_180259

Tytuł: 채식주의 [Wegetarianka]

Autorka: 한강 [Han Kang]

Język: Polski

Data publikacji: 2014

Stron: 167

Gatunek: powieść

Wydawnictwo: Kwiaty Orientu

Ocena:  8/10 gwiazdek

Zamiast powtarzać materiał z języka polskiego, na który składa się szereg danych oraz interpretacji dzieł z różnych epok literackich; zamiast udoskonalać wiedzę odnośnie rachunku prawdopodobieństwa; zamiast wykonywać kolejne zadania z angielskiej gramatyki – czytałam „Wegetariankę” – a dokładniej – zakańczałam ów proces. Nie mogłam oderwać się ostatnio od książki nęcona pragnieniem zapoznania się z kresem opowieści, smutnym finałem.

Za młodu, kiedy to autorka studiowała koreańską literaturę na uniwersytecie Yonsei, pochłonęło ją zafascynowanie wersem z tomiku poezji Yi Sanga mówiące: Uważam, że ludzie powinni stać się roślinami. Han Kang długo rozmyślania o czasach, w których przyszło żyć Yi Sangowi – czyli w czasie okupacji japońskiej, kiedy to przyszłość nie jawiła się w barwnych kolorach, była otulona mgłą niepewności. W otoczeniu zła i przemocy, poeta pragnął, aby ludzie przeistoczyli się w rośliny. Niedawno, w rozmowie dla KTLIT, stwierdziła: Kiedy byłam studentką, podobał mi się wówczas zamysł, wizja artystyczna zawarta w tym cytacie. Chwilami, gdy pisałam powieść, myślałam o nim. Jednakże, nie uważam, aby miał znaczącą rolę w procesie twórczym ‚Wegetarianki’.

18

Na powieść składają się powiązane ze sobą trzy części (początkowo opublikowane oddzielnie, dopiero w 2007 roku połączono je w powieść) „Wegetarianka” – „Mongolska plamka” – „Fotosynteza”. Jedna postać jest kluczowa w nich wszystkich, a mianowicie Yeong-hye – kobieta, która pewnego razu postanowiła zrezygnować z mięsa. W takiej sytuacji życiowej Czytelnik zapoznaje się z nią. Jednakże, ani razu nie występuje w roli narratorki. W części Wegetarianka początkujący proces przemiany i jego powód przedstawia ówczesny mąż bohaterki, Cheong, mężczyzna nijaki, nieczuły i tracący zdolność kontrolowania rzeczywistości, od chwili, gdy jego żonę męczą koszmary. Zdecydowana odmowa jedzenia mięsa wprawia całą rodzinę w stan alarmowy, co doprowadza do tragicznego finału – targnięcia się na życie.

„(…) Nikt nie potrafi mi pomóc.
Nikt nie potrafi mnie ocalić.
Nikt nie potrafi tchnąć we mnie życia. (…)”

W drugiej części Mongolska plamka (za którą autorka w 2005 roku zdobyła Literacką Nagrodę imienia Yi Sanga) kreatorem świata przedstawionego staje się szwagier Yeong-hye, mąż jej starszej siostry. Mężczyznę przez dłuższy czas nęka próżnia w procesie twórczym, zagubiony we własnym życiu, pada ofiarą obsesji na punkcie wizji artystycznej, której nie jest w stanie zrealizować. Wyobraża sobie kobietę i mężczyznę połączonych ze sobą szaleńczym tańcem jako kwiaty. Zbiera się na odwagę i prosi Yeong-hye, aby pomogła mu urzeczywistnić obraz kłębiący się w jego umyśle. Cały szereg wydarzeń nie zakończyłby się w odstający od człowieczeństwa sposób, gdyby mężczyzna nie dowiedział się o mongolskiej plamce Yeong-hye przypominającej kształtem listek. Owładnięty tą idée fixe popada w zatracenie i posuwa się do czynów, w efekcie pozbawiającym go dotychczasowej egzystencji.

„(…) Przeczuwał także, że krew szwagierki, która (…) zastygła ciemnobrązową plamą na jego białej koszulce, stanowi niezrozumiałe, szokujące preludium do tego, co miało nastąpić w jego życiu. (…)”

W trzeciej części Fotosynteza narratorką jest starsza siostra głównej bohaterki, In-hye. Poznajemy realia z jej perspektywy – realia, które wcześniej na pozór nie odbiegały od normy. Jednakże, gdy lepiej poznajemy In-hye, jej przeszłość i smutną rzeczywistość, wewnętrzny konflikt oraz niepokojące zachowania spostrzegamy, że cała czwórka (narratorzy i  Yeong-hye) nie są do końca zwykłymi obywatelami – odradza się w nich skrywane cierpienie, smutek, samotność, obawa i krzywda z przeszłości. Dodatkowo, stajemy się świadkami ostatniej fazy mającej na celu zakończenie egzystencji  Yeong-hye w powłoce człowieka.

„(…) W jakiej czasoprzestrzeni krąży teraz dusza Yeong-hye, która najwyraźniej porzuciła skorupę swego ciała? (…)”

Wegetarianka budzi wiele emocji, jak i kontrowersji niektórymi fragmentami mającymi erotyczne zabarwienie. Nie tylko przedstawia stopniową, ale drastyczną przemianę Yeong-hye, ale także osób z jej najbliższego otoczenia. A wszystko zaczęło się od snu. Decyzja o zaprzestaniu spożywania mięsa, a w następstwie odbieganie od chęci bycia ludzką istotą, staje się bodźcem dla innych, dla zmian jakie w nich, w późniejszym czasie zachodzą. W każdym przypadku jakieś wydarzenie, czy to nocna mara, czy obsesyjna wizja artystyczna, czy niespokojne myśli oraz żal stają się reakcją na nieświadomy bodziec. Yeong-hye, chociaż tylko przez chwilę wypowiada się w pierwszej osobie, chwilami wydaje się być tłem całej opowieści, ale przeistacza się zarazem w główny wątek, powodujący niespodziewane metamorfozy w psychice oraz osobowości najbliższych.
Występuje wiele nawiązań do formy ewolucji roślin, drzew – także do bycia zwierzęciem. Yeong-hye zafascynowana florą, pragnie stać się jej częścią, przeistoczyć się w roślinę. Zaciekle i wytrwale dąży do własnej destrukcji, wytępieniu, porzuceniu człowieczeństwa, zapuszczeniu w głąb ziemi korzeni, wygrzewaniu się na słońcu.

Przeplatanie scen, wtapianie retardacji, nawiązanie do możliwych pobudek z przeszłości oraz kreacji retrospekcyjnej ma specyficzne zakończenie – urwane, zawieszone w jednej chwili. Przypomina mi to kompozycję otwartą dającą Czytelnikowi możliwość przyodziana szat autora i dokończenia opowieści według osobistego uznania, według prawdopodobieństwa, według gdybania. Wspomniana refleksja nad sferą ludzkiej wolności nie odnosi się jedynie do Yeong-hye, ale także do innych bohaterów powieści, w najmniejszym stopniu do męża Yeong-hye. Poznajemy demony skrywające się w umysłach i duszach, niepokojące przemiany oraz zachwianie na krawędzi człowieczeństwa.
Poznajemy istotę człowieka od jego nie-człowieczej strony.

Książka zapewne nie jest łatwą lekturą, gdyż – w moim przypadku – ofiarowała chwile zawieszenia, poddenerwowania, smutku, chwilowego „wyczerpania baterii”. Targa emocjami i pochłania wyobraźnię. Być może pobudzi w Was, Czytelnikach, proces zmian w kwestii żywieniowej z pozytywniejszym finałem, może zapoczątkuje szereg innych przemyśleń. Zapewniam, że pozostawi swego rodzaju ślad w pamięci i wyobraźni… Polecam.

„(…) Czyżby faktycznie był to jedynie sen? Przypadkowy zbieg okoliczności? Dokładnie tego samego ranka, ubrana w spraną fioletową koszulkę, wróciła przecież z tamtej góry, na której o brzasku przemówiły do niej drzewa. (…)”

•••

Na podstawie książki powstał oddanie odwzorowujący treść film dzierżący ten sam tytuł. Główne role odegrali: Chae Min-Seo, Kim Hyun-Sung oraz Kim Yeo-Jin, a współtwórczynią scenariusza była Han Kang – we własnej osobie. Film opiewa aura kontrowersji.

%ED%8F%AC%EC%8A%A4%ED%84%B001

•••

Uzyskałam możliwość zapoznania się z „Wegetarianką” Han Kang dzięki uprzejmości wydawnictwa Kwiaty Orientu.

Kwiaty Orientu

Recenzja: 잔디
KL

Reklamy
Dodaj komentarz

10 komentarzy

  1. Karolina

     /  08/04/2014

    Zabieram się za lekturę tej książki od dawna – między innymi dlatego, że sama jestem wegetarianką i tytuł od razu zwrócił moją uwagę. Poza tym chcę zapoznać się z literaturą koreańską, bo do tej pory miałam okazję przeczytać niezliczone ilości literatury japońskiej, ale tylko kilka tytułów koreańskich. A po spędzeniu kilku miesięcy w Korei korci mnie, żeby dowiedzieć się o jej kulturze tak dużo, jak to tylko możliwe. Wkrótce na spokojnie przejrzę Twojego bloga w poszukiwaniu tytułów „must read” 🙂

    Odpowiedz
    • Książka jest niezwykle specyficzna, ale przez to godna uwagi i przemyślenia. Serdecznie polecam lekturę… a także przejrzenie mojego bloga w poszukiwaniu innych, ciekawych propozycji czytelniczych. 😉
      A jakie to były tytuły koreańskie, z którymi się do tej pory zapoznałaś? U mnie jest odwrotnie – z japońskiej literatury przeczytałam zaledwie kilka książek. Nic dziwnego, że po kilku miesiącach w Korei kraj ten tak Cię zaciekawił, że chcesz dowiedzieć się o nim więcej. Jeśli mogę spytać – wyjechałaś na własną rękę, czy może dzięki jakiemuś programowi edukacyjnemu z uniwersytetu? Osobiście za rok planuję wyjazd – tylko jeszcze nie wiem w jakiej formie, mam kilka opcji… Ten rok przyniesie wiele odpowiedzi, więc jeszcze poczekam.

      Odpowiedz
      • Karolina

         /  08/04/2014

        Z koreańskich książek miałam do tej pory okazję przeczytać „I’ll Be Right There” Shin Kyung-Sook, „I Have the Right to Destroy Myself” Young-ha Kim oraz zbiór opowiadań „Barwy miłości”. Próbowałam przebrnąć przez „The Guest” Hwang Sok-Yong, ale jakoś nie mogłam się przemóc.
        Masz może jakieś książki, które po prostu „trzeba przeczytać”? Od roku sporą część moich studiów (Oriental Studies – Japanese) stanowi także język koreański i cała seria wykładów o Korei i wypadałoby się także podszkolić pod kątem literackim 🙂
        Co do wyjazdu do Korei – tak, wyjechałam na własną rękę. Byłam tylko kilka miesięcy na kursie językowym w Sogang University, ale byłam z niego bardzo zadowolona. Na szczęście mój uniwerek pomógł mi z aplikacją i częścią kosztów 🙂 W Korei zamieszkałam po prawie roku spędzonym w Japonii i był to mój pierwszy raz w Korei. Nie miałam zielonego pojęcia, że będzie to miłość od pierwszego wejrzenia i już planuję kolejny wyjazd. Za rok prawdopodobnie uda mi się pobyć przez kilka tygodni w Korei Północnej, ale co z tego wyjdzie, to jeszcze zobaczymy~
        O swoim życiu w Azji pisałam co nie co na blogu – http://www.wkrainietajfunow.pl. O Korei jest dopiero kilka postów, ale staram się na bieżąco aktualizować. A nuż Cię coś zainspiruje z miejsc do odwiedzenia, jak już będziesz w Korei!:)

      • Recenzja „Będę Tam”, czyli „I’ll Be Right There” Shin Kyung-Sook, była pierwszą jaką opublikowałam na moim blogu. Tej nagradzanej autorki poleca się również książkę „Please Look After Mom”, której niestety nie czytałam – jakoś tak z osobistych powodów nie miałam nastroju na taką tematykę – jednakże oznaczana jest jako „must-read”. Z „I Have the Right to Destroy Myself”, czyli „Mogę odejść, gdy zechcę”, nie miałam możliwości się jeszcze zapoznać. Jednakże, przeczytałam „Wampir i inne opowiadania” autorstwa Kim Young-ha (nakładem wyd. Kwiaty Orientu) – miałam bardzo mieszane uczucia. Godne polecenia są dzieła Gong Ji-young, uznanej za jedną z najlepszych koreańskich pisarek. Na piedestale wystawia się jej „Our Happy Time”, czyli „Nasze szczęśliwe czasy”. Innym „must-read”, z którym osobiście się nie zapoznałam, ale wiele słyszałam jest „Our Twisted Hero” Yi Munyol – Koreańczycy książkę pokochali. Do grona cenionych autorów należą również m.in. Oh Jung-hee, Hwang Sok-yong, Yi Chong-jun. Niemalże wszystkie powieści autorstwa koreańskich pisarzy i pisarek, które odnoszą sukces na miarę globalną jak i krajową, poruszają bardzo trudne tematy, często rozumiane jako tabu, przez co wywołują silne emocje.
        A czy wykłady zahaczają również o poezję? W tym zakresie serdecznie polecam m.in. poetę Ko Una i jego „Ten thousand lives”.
        Ah, kurs językowy. Takie wyjście na formę wyjazdu do Korei znajduje się w tych moich „opcjach”, o których wspomniałam w poprzednim komentarzu. Jako, że kierunek związany z Koreą od tego roku dopiero formalnie wchodzi w życie na krakowskiej Jagiellonce, przez najbliższy czas wybiorę zapewne ostateczną opcję. Może uniwersytet i w tym przypadku poda pomocną dłoń. Jak przeczytałam na Twoim blogu, studiujesz w Anglii, tak? Z Japonii do Korei – bujne życie podróżnicze. Nic tylko zazdrościć 😉
        Korea Północna – sądzę, że okaże się zupełnie innym przeżyciem, niż tym z Korei Południowej. Wyjazd także edukacyjny, czyli kursy, czy może inna forma?
        Na Twój blog trafiłam jakiś czas temu, a teraz dokładniej zaznajomię się z wpisami, szczególnie dotyczącymi Korei. 🙂 Dziękuję ^^

      • Karolina

         /  08/04/2014

        Zanotowałam sobie te tytuły i przy najbliższej okazji postaram się dostać kilka z nich 🙂 Na recenzję „I’ll Be Right There” też spojrzę za chwilę!
        Co do studiów – tak, studiuję w Anglii, a ostatni rok spędziłam, mieszkając od września do czerwca w Tokio, a potem od początku czerwca do końca lipca w Seulu. Przede mną jeszcze rok do otrzymania tytułu BA, ale nie mam pojęcia co potem. Na razie staram się nie przejmować zbytnio i cieszyć ostatnią resztką wakacji przed totalnym „hardcorem” związanym z całą serią egzaminów końcowych.
        O, super 🙂 Większość czytelników zdaje się preferować wpisy o Japonii, więc bardzo się cieszę, że ktoś chce moje wypociny o Korei czytać. Szczerze mówiąc, o Korei wiem naprawdę niewiele i pisanie o niej zajmuje mi o wiele więcej czasu. W Japonii natomiast byłam już kilkakrotnie, mieszkałam tam prawie rok i studiuję o niej ponad 3 lata (nie wliczając czasu w Japonii).
        Napisałaś, że mam „bujne życie podróżnicze”, ale dla osoby totalnie uzależnionej od podróży nigdy nie jest dość 😀 Dlatego w planach na życie po studiach główne miejsce zajmuje szwendanie się po Azji, bez konkretnych planów pt „wypadałoby jakoś zarobić na życie”, haha. Nie mogę się doczekać wyjazdu do Korei Płn – jeśli się uda będę miała możliwość odbycia miesięcznych praktyk w ambasadzie, co dałoby mi okazję poznać prawdziwą twarz kraju, o którym krąży niezliczona liczba stereotypów i mitów. Chcę się przekonać na własnej skórze, jak to jest naprawdę.
        Wielkie dzięki za prowadzenie bloga poświęconego literaturze i kulturze koreańskiej – naprawdę za mało takich miejsc w wirtualnym świecie. I plus za fajny szablon! 🙂

        Pozdrawiam,
        Karolina

      • Serdecznie zapraszam do lektury recenzji 🙂
        Oczywiście, nie ma co się zamartwiać, jak można jeszcze nacieszyć się urywkami. Sam rok spędzony na azjatyckim łonie dodaje skrzydeł, wspomnień i doświadczenia. A do Chin nie myślałaś wstąpić? Czy innego azjatyckiego kraju? Trzy lata o Japonii – to znaczy, że zahaczyłaś również o studia w Polsce, a później przerzuciłaś się na Anglię? Może, podczas szwendania po azjatyckich zakątkach, dobrym wyjściem okaże się freelancing… lub coś podobnego. Bądź będziesz żyć ze swojej pasji – podróżowania. 😉
        Bardzo ciekawie piszesz o Korei, aż znowu zapragnęłam jak najszybciej zagościć w jej progach! Ah! Ale wytrwam, poczekam, podszkolę język i później się zobaczy… Za rok 🙂
        Już chyba drugi raz słyszę o praktykach w ambasadzie – tym razem w Korei Północnej. Czy poszukują do tego osób po konkretnych kierunkach studiów? Na jakieś konkretne stanowiska? Ambasada organizuje jakiś „nabór”? Wybacz mi moją ciekawość, ale od jakiegoś czasu mnie to intrygowało, ale jakoś nie znałam nikogo, kto osobiście by tego doświadczył.
        Ślicznie dziękuję za miłe słowa. Staram się jak mogę, aby blog prezentował się ładnie – pod względem postów oraz grafiki – choć z tym drugim przeżyłam prawdziwą batalię. Planuję lekki wstrząs na blogu odnośnie wpisów, ale to za jakiś czas… Myślę o stworzeniu drugiej blogowej odskoczni, tym razem poświęconej nieco innej tematyce, ale także z koreańskim posmakiem, tylko wena ostatnio nie dopisuje – jeśli chodzi o tytuł, czy też adres… Różnie bywa. Na tą chwilę skupiam się na 한.문.시 🙂
        Dodatkowo…
        Gratuluję pięknego bloga „W krainie tajfunów”, ślicznych fotografii oraz lekkiego pisma.

      • Karolina

         /  08/05/2014

        Z Azji odwiedziłam na razie niestety jedynie Japonię i Koreę, ale po skończeniu studiów mam zamiar popodróżować po Chinach przed wylądowaniem w KRLD 🙂 Co do studiów – od początku studiuję w Anglii, między trzecim a czwartym rokiem studiów mieliśmy możliwość skorzystania z opcji „year abroad” i tak też uczyniłam. Teraz przede mną czwarty (a tak naprawdę piąty) rok studiów.
        Co do ambasady – wszelkie informacje na temat praktyk studenckich można znaleźć na stronie MSZ 🙂 Po prostu wypełniasz podanie, wysyłasz i czekasz na odpowiedź. Ja zrobiłam wszystko mailem i obyło się bez problemów.
        Ja niestety ma średni talent do grafiki + css, a do tego wszystkiego mało czasu… Planuję od dłuższego czasu zrobić jakiś ładny minimalistyczny szablon, a do tego może wymyślić jakieś logo, ale jak mam do wyboru napisać nowego posta albo się tym zająć, to wygrywa to pierwsze 😀
        I dziękuję za tak miłe słowa ♡

      • Życzę spełnienia podróżniczych planów – i czekam zatem na nowe wpisy, później także z Chin 🙂
        Ah, rozumiem już system edukacyjny w Anglii – tak pokrótce. Jak można by nie skorzystać z takiej okazji jak „year abroad”. Przyjazny dla studentów i ich rozwoju edukacyjnego jest Twój uniwersytet. 🙂 A czy zdobycie MA również planujesz w Anglii?
        Moja anglistka z liceum namawiała mnie na zgłoszenie się na stypendium do brytyjskiej uczelni, nawet dała mi jakąś broszurkę, bo miałam pomysł podjęcia studiów powiązanych z Koreą w Anglii. Pomysł pojawił się na początku trzeciej klasy, bo wówczas dowiedziałam się, że na rocznik 2014/2015 będzie deficyt studiów koreanistycznych w Polsce. Jednak, jak przyszło co do czego, to sytuacja się nieco zmieniła i od października wybieram się do Krakowa. Mam nadzieję, że najbliższy rok przyniesie wiele niespodzianek. Jestem niezwykle ciekawa.
        Dziękuję za wytyczne odnośnie praktyk. Już przejrzałam wpisy na stronie MSZ i zapiszę sobie, aby na przyszłość pamiętać. Gratuluję, że u Ciebie wszystko odbyło się bezproblemowo. 😀
        Ja z grafiką również nie jesteśmy najlepszymi kumpelami. Z logo pomogła mi przyjazna, artystyczna dusza z Malezji, za co jestem niezwykle wdzięczna, bo w końcu blog posiada własny styl. Najgorzej było ze znalezieniem przyjaznego motywu, który byłby za razem kompatybilny z językiem polskim. Na szczęście, znalazłam chyba już ten jedyny… bo ciągłe zmiany grafiki bloga już mnie zmęczyły. Tak więc jak powiedziałaś, często wygrywa chęć napisania nowego posta niż męczenie się z wizualną odsłoną strony… A Twój blog, tak jak jest teraz, prezentuje się bardzo stylowo i elegancko 🙂 ♡

      • Karolina

         /  08/05/2014

        Nad MA waham się od dawna, na razie nie wiem czy w ogóle chcę zrobić. Mój licencjat trwa 5 lat i mam powoli dość studiów 😛 Nie wspominając już o tym, że gdybym miała zostać w Anglii to raczej byłby to ten sam uniwerek, bo… lepszego nie ma, haha. Rozważałam też USA, ale daleko i niesamowicie drogo :<
        I zazdroszczę, że znasz jakąś artystyczną duszę! Ja jak już zapoznaję ludzi, to nie wiem czemu, ale większość z nich okazuje się ścisłowcami 😀 Wygląda na to, że będę musiała się kiedyś zabrać za to sama~
        Skąd w ogóle wzięło się Twoje zainteresowanie Koreą? I to literaturą? Jak już znam kogoś, kto lubi ten kraj, to z reguły z powodu K-popu, a niekoniecznie kultury wyższej. A szkoda, bo ja na przykład za mangą ani anime nie przepadam, a japonistykę wybrałam też dzięki literaturze!
        Dzięki za miłe słowa ♡♡♡

      • Oj, pięć lat licencjatu – ładnie. MA trwa dwa lata, tak? Czy dłużej? Może magisterkę odbyłabyś w innym kraju na zasadach stypendium, jeśli znalazłabyś jakąś ciekawą „ofertę” i to w kraju, który Cię interesuje. Nie wiem jak prezentuje się kwestia scholarship in the USA. Jednakże, jeśli MA nie jest jakoś Ci potrzebne do zawodu na przyszłość, czy coś takiego, to lepiej poświęcić ten czas na inne czynności, niż spędzenie kolejnych lat w tym samym uniwerku – jeśli ta wizja Cię nie przekonuje.
        Jakoż iż z natury jestem humanistką, jakoś ciągnie mnie do artystycznych dusz. Na Weihonga z Malezji trafiłam przez przypadek. Napisałam wiadomość z pytaniem, czy pomógłby mi w stworzeniu logo i bez zbędnych słów zgodził się, nawet wziął pod uwagę kilka moich pomysłów. Widząc efekt końcowy – sama chyba bym nie wpadła na stworzenie akurat czegoś takiego, a za razem pasującego.
        Hmm… Moje zainteresowanie, jak wielu osób, zaczęło się od muzyki koreańskiej. Z pięć lat temu (czy też cztery – dla mnie to już takie naturalne, że gubię się w obliczeniach) koleżanka pokazała mi teledysk wówczas dopiero kiełkującego SHINee. Zaczęło się od nich, ale jakoś po k-popie czułam niedosyt. Sama zaczęłam się uczyć języka, pragnęłam dowiedzieć się więcej o kulturze, historii, zwyczajach… codzienności. Jako, że uwielbiam literaturę, zainteresowałam się jej koreańską odmianą, tak jak z poezją. Jako, że interesuje mnie pozycja kobiet w różnych krajach, trafiłam na artystki dawnej Korei i od tamtej chwili podjęłam się wyzwania tłumaczenia ich poematów, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Teraz jestem daleko w tyle z kpopem, ogień zgasł na tyle, że moja relacja z nim przypomina relacje w starym małżeństwie (za to słucham różnych innych nurtów muzycznych z Półwyspu Koreańskiego), a literatura i poezja wciąż płoną. Korea stała się częścią mojej egzystencji, więc cieszę się, że na poważnie (studia) będę się o niej uczyć i jestem ciekawa mojego odczucia, gdy ją w końcu odwiedzę. Sądzę, że prędzej czy później powróciła by pasja do Azji pielęgnowana troszkę niechcący w dzieciństwie przez dziadka. Tylko nie spodziewałam się, że skieruje się ona w kierunku Korei.
        Ogólnie, nie mogę się doczekać rozpoczęcia przygody z podróżowaniem po różnych zakątkach świata, bo ciągnie do odkrywania nowych miejsc.
        A Twoja pasja do Japonii zaczęła się od razu od literatury?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 42,004
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: