[Opowiadanie] …Jawa snu czy mglista rzeczywistość?…

skullzombie22

Miałam sen.

Czyżby?

Tak, miałam sen. To na pewno był sen.

Dlaczego więc słyszę niepewność w tonie Twego głosu?

Gdyż po przebudzeniu nie znajdowałam się w łóżku, a w salonie. Ubrana. Czujna. Pogrążona w zamglonych obowiązkach. Nic nie wskazywało, abym śniła. Ale. Tak właśnie się czułam. Następstwo zdarzeń przynosiło na myśl, że musiałam śnić. Wydawało mi się, że na kilka chwil zostałam wyrwana ze spójnej układanki i zamknięta w czeluściach, do których pamięć nie miała wstępu. Zatrzaśnięta między jawą a fantazją, nie potrafiłam przypomnieć sobie snu… Ale śniłam.

Opowiedz mi o tym…

 •••

      Niespodziewanie, jak za magicznym pstryknięciem, odzyskałam kontakt ze świadomością. Mrugnęłam i zorientowałam się, że przebywałam w przestronnym i gustownie urządzonym pomieszczeniu. Jak się po chwili okazało, był to salon. Czułam się zawieszona w próżni. W umyśle panowała pustka. Nie pamiętałam, co wydarzyło się wcześniej, ani co odkrywa się na płaszczyźnie teraźniejszości. Wówczas brakowało wspomnień, brakowało myśli – istny niebyt, jakby mózg dorosłej kobiety zastąpiono umysłem nowonarodzonego dziecka…

Dlaczego, siedząc w bezruchu na skraju kanapy, nie byłam w stanie niczego sobie przypomnieć? Spoglądałam tępo w jeden punkt na ścianie, następnie rozejrzałam się dookoła jak osoba wybudzona z długiej śpiączki. Co tutaj robiłam? Po co i jak tutaj przybyłam? Ogólnie, kim byłam?

Poczułam, jak trzęsą mi się dłonie. Drętwe palce wprawione w drganie przypominały kołysające się na wietrze gałązki. Serce rytmicznie uderzało w klatce piersiowej, co sekunda przyspieszając. Funkcje witalne rozkręcały się.

-SeulHee, mały śpi. – z zamyślenia wyrwał mnie męski, nosowy głos. – Jeszcze raz dziękuję Ci, że pomimo Twojego napiętego grafiku, zgodziłaś się dzisiaj przyjść.

Zabrakło mi słów, nie wiedząc co powiedzieć starałam się przybrać normalny, spokojny wyraz na bladej twarzy, stosowny do sytuacji.

-Wypadło mi spotkanie zarządu, a Ina wraca dopiero za dwa dni. – mężczyzna wciąż przemawiał nie zwracając uwagi, że nawet na niego nie spoglądam. Z dosłyszanych odgłosów wywnioskowałam, że szukał płaszcza, a później przeglądał zawartość torby. – Gdyby coś się działo, od razu dzwoń.

Niespodziewanie odgłos uderzających o posadzkę butów ucichł. Spostrzegłam, że nieznajomy mężczyzna stoi tuż obok i ilustruje mnie uważnie. Ze niskiego stolika zabrał kluczyki.

-Widzę, że chyba nie jesteś w nastroju. Mały jest nieco kapryśny, ale dasz sobie z nim radę. – stwierdził dotykając mojego ramienia. – Czuj się jak u siebie w domu i niczym się nie martw. Będę wieczorem.

Widocznie monolog był w guście tego męskiego osobnika, gdyż nie przeszkadzał mu brak odpowiedzi. Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Gdy zmusiłam się do posłania mu lekkiego grymasu przypominającego uśmiech i machnięcia ręką, w odpowiedzi usłyszałam trzask zamykających się drzwi.

Zostałam sama, w wielkim domu. Gdzieś na jego terenie, w zapewne uroczo urządzonym pokoju spało dziecko, którym miałam się zaopiekować. Mrugnęłam i ponownie spojrzałam na swoje dłonie. Niespodziewanie ujrzałam, że ukryte są w skórzanych rękawiczkach. Unosząc głowę zawiesiłam spojrzenie na żarówce ukrytej w szklanym żyrandolu.

 •••

To chyba był płacz dziecka. Wydaje mi się, że głośny szloch dobiegający z oddali wyrwał mnie z objęć otępiałości i nieobecności, jakby dusza uciekała z ciała i wracała pod groźbą, za użyciem niewidzialnej siły.

Mrugnęłam. Poczułam nagłą, nieopartą chęć, aby się czegoś napić. Tak bardzo chciało mi się pić. Nagle, ponownie usłyszałam płacz. Okazało się, że stałam oparta o framugę drzwi prowadzących do dziecinnego pokoju. Światło wpadające przez okno rozświetlało ściany o odcieniu malinowego jogurtu. Podbiegłam bezwładnie do łóżeczka stojącego pod ścianą niczym pacynka sterowana przez niewidzialnego kogoś.

Dziecko płakało, policzki przybrały różowy odcień, oczy topiły się w łzach. Szybko podniosłam brzdąca i niezgrabnie starałam utrzymać go w ramionach. Obejmując jedną dłonią główkę starałam się szeptem uspokoić małego niemowlaka.

Upłynęło kilka chwil zanim odgłos rozżalonego płaczu ucichł. Odchyliłam się i spojrzałam w pełne oczy pozbawione tęczówek. Pochłaniająca głębia czerni ukryta między skośnymi oprawkami emanowała niepokojącym chłodem, smutkiem.

-Znowu kaprysy, co? – wyszeptałam ze sztucznym uśmiechem.

Dziecko wydało z siebie specyficzny pomruk i przymknęło powieki. Ukoiło się, nie miało ochoty na ponowny szloch. Włożyłam więc go z powrotem do łóżeczka. Nie myśląc o niczym układałam kocyk. Tak bardzo chciało mi się pić. Jednakże, nagły wstrząs zawiesił czas w próżni. Oto spoglądałam na drzemiącego malucha, niby nic dziwnego w nim nie było, ale jego główka była cała zabarwiona brunatną mazią brudzącą również materac. Chcąc wyciągnąć dłoń i dotknąć opuszkami palców gęstej substancji, zszokowana ujrzałam zaschniętą substancję na własnych dłoniach. Metaliczny zapach przywiał na myśl, że to krew… niewiadomego pochodzenia. Wystraszona upadłam na kolana i skulona siedziałam oparta o kilka belek składających się na konstrukcję łóżeczka.

-Skąd to się wzięło? – wymamrotałam pod nosem wciąż zapatrzona w dłonie.

Pomimo emanującej wrogością pustki w głowie niezgrabnie poderwałam się, o mało nie wywracając łóżeczka. Nie wiedząc dlaczego, wiedziałam jak dostać się do łazienki. W akcie paniki i strachu zaczęłam energicznie zmywać krew z dłoni. Zabarwiona woda tworząc spiralny wir po chwili uwolniła mnie od czyjejś obecności.

Czyżbyś kogoś zabiła?

Skąd mam wiedzieć? Czuję w głębi duszy, mam przeczucie, że coś złego się wydarzyło. Ktoś kogoś zabił, a ja byłam świadkiem?

A może to Ty odebrałaś komuś życie?

Taki czyn jest ponad moją siłę i moralność. Nie mogłabym czegoś takiego zrobić.

Skąd wiesz, może wówczas nie przypominałaś siebie? Przeistoczyłaś się w kogoś innego?

Nie odpowiem na to pytanie. Po prostu, poczułam teraz, że wydarzyło się coś złego.

 •••

Dziecko spało. Plamę utworzoną przez zaschniętą krew zakryłam poduszką, a Songina przykryłam leżącym obok kocem. Na obecną chwilę nie potrafiłam uczynić nic, co byłoby bardziej pomysłowe, czy uczynne. Ukryłam nieudolnie dowody… zbrodni?

-SeulHee, wróciłem.

Z dołu usłyszałam wołanie. Nieznajomy, ale jakby znajomy mężczyzna wrócił. Wciąż nie przypomniałam sobie jego imienia. Moje myśli okupowało dręczące poczucie winy wynikające z niewiadomej przyczyny, powodu. Siedziałam na fotelu w pokoju dziecka, które cichutko pochrapywało. Nogi jak z waty zaprowadziły mnie niezgrabnie do salonu, zaś dłonie, chociaż umyte, wciąż posiadały nieswój charakter.

-O, SeulHee. – uśmiechnął się wysoki brunet ubrany w granatowy garnitur. – Jak tam Songin?

-Śpi. – wymruczałam kierując się w stronę sofy. Poczułam się bacznie obserwowana.

-Coś się dzisiaj z Tobą dzieje… Czy coś się wydarzyło? – niespodziewane pytanie zostało wypowiedziane miarowym tonem z nutką niepokoju. – Już jak rano się pojawiłaś, wyglądałaś tak blado i nieswojo… Jakby coś strasznego się stało.

-Nie, nie. Chyba się czymś zatrułam, nie mogłam spać. W dodatku stres w pracy. – improwizowałam.

W odpowiedzi usłyszałam ciszę. Mężczyzna sprawdzał coś w telefonie. Nagle powróciło pragnienie. Wzrokiem odnalazłam butelkę z wodą stojącą na stoliku. Wypiłam kilka łyków i odetchnęłam z ulgą. Nie potrafiłam odpowiedzieć, co się ze mną dzieje. Wciąż trwałam w zawieszeniu niczym rybka na haczyku dryfująca w powietrzu.

-Nie możliwe! – mężczyzna wydał z siebie okrzyk trwogi. – Hwangi nie żyje.

Zapadła chwila milczenia. Twarz nieznajomego wykrzywił grymas bólu oraz niedowierzania. Usiadł obok mnie, na kanapie, wciąż wpatrując się w telefon.

Coś mnie tknęło. Jakby zaiskrzyło między złączami, tak zaiskrzyło w połączeniach umysłu. Coś zaczęło powracać, regenerować. Spojrzałam na bruneta muskając opuszkami własną dłoń, jeden z placów na którym jeszcze wczoraj spoczywał pierścionek z maleńkim kryształkiem.

-Naprawdę? Dobrze mu tak… – wydukałam tępo wpatrując się w podłogę.

-??!!

-Nawet nie wiesz, jaki był naprawdę. Chwilami nawet nie przypominał człowieka. Przez niego znienawidziłam mężczyzn.

-Ale… ale… to był mój kuzyn. Nawet jeśli nie mieliśmy zbyt dobrych kontaktów… to była moja rodzina.

Cisza. Z góry dobiegł płacz dziecka. Mężczyzna nie wiedział, co zrobić, co powiedzieć.

-Muszę już iść. Zajmiesz się małym skoro wróciłeś.

Nie zerkając nawet na niego, wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi. Mężczyzna sparaliżowany nie zatrzymał mnie, siedział niczym zniszczony przez czas posąg. Nie odwróciłam się. Szybko zamknęłam drzwi i zbiegłam z małych schodków. Poczułam wiosenny podmuch wiatru na skórze. Miałam na sobie długi sweter, zapięty oraz lniane spodnie.

 •••

Przeczesując włosy i zaciskając na nich pięści nie wiedziałam, dokąd mam iść. Wszystko nagle się zawaliło. Przemierzając długą ścieżkę mijałam kolejne domki. Znalazłam się na obrzeżach miasta. Milcząc próbowałam sobie przypomnieć.

Zabiłam?

Dotarłam do drogi. Może gdzieś jest przystanek? Jakoś musiałam się tutaj dostać. Dookoła panowała przyćmiona mgłą zieleń. Usłyszałam świst. Jakiś biały, kształty samochód przystanął obok, jednakże nie zatrzymał się całkowicie. Szyba automatycznie obniżyła stan.

-Seulhee?! Co Ty tu robisz, sama? – na ziemię sprowadził mnie kobiecy głos.

Przestałam chwiejnie iść przed siebie i spojrzałam w bok. We wnętrzu samochodu, za kierownicą ujrzałam młodą dziewczynę o promiennej buzi, małych oczach oraz krótkich włosach z niesforną grzywką.

-Hej, nie poznajesz mnie? To ja, Jana. – przysunęła się bliżej. – Wsiadaj, nie będziemy tak rozmawiać. Podwiozę Cię do domu. – machnęła ręką i otworzyła drzwi.

Cóż mogłam zrobić? Dokąd dotarłabym na pieszo? Może uległabym zmęczeniu i przygnębiającej pustce. Wsiadłam więc do samochodu i po zamknięciu drzwiczek, zapięłam pasy. Dłonie trzęsły mi się, gdy próbowałam dopiąć klamrę. Jana przyglądała mi się uważnie.

-Wyglądasz jakoś niewyraźnie, dziwnie. Jest ciepło, ale pewnie zmarzłaś. – Jana zaniepokojenie zamaskowała troskliwym uśmiechem. – Podkręcę ogrzewanie.

-Dziękuję Ci za pomoc. – wyszeptałam gładząc materiał spodni. – Racja, coś dziwnego się ze mną dzieje.

-Wiesz, pojedziemy do mnie, zaparzę herbatę i porozmawiamy na spokojnie.

Ruszyłyśmy. Podczas gdy Jana cały czas prawiła na różnorodne tematy, trajkotała jak dziecko z entuzjazmem odkrywające zdolność mówienia, chwilami zerkałam na własny brzuch. Materiał bluzki go otulający wydawał się drażnić, nieprzyjemnie przylegać do skóry. Wrażenie to wzbierało na sile, gdy temperatura w samochodzie się podwyższyła. Lekko odchylając skrawek swetra dostrzegłam, że beżowa koszulka jest przybrudzona, pokryta rozległą plamą o odcieniu wykwintnego, czerwonego wina. Odczułam wzmagające mdłości, zawroty głowy. Przygładziłam sweter pozwalając, aby materiał przywarł i stworzył niemalże jedność z moją skórą. Odetchnęłam ciężko.

Jana mówiła, a ja myślałam… co tak naprawdę się wydarzyło. Kiedy zapadłam w sen? Kiedy ponownie urwał się skrawek teraźniejszości…? Jakiego czynu dokonałam? Czy naruszyłam czyjąś nietykalność narażając własną duszę na potępienie?

Trudno to jednoznacznie stwierdzić, odnaleźć odpowiedzi na nękające pytanie, gdy w myślach zieje nicość.

•••

Miałam sen.

Czyżby?

Nie, chyba nie. Mam wątpliwości, czy aby na pewno był to sen.

Opowiedz mi o tym jeszcze raz…

grafika: skullzombie22 @ tumblr
opowiadanie: 잔디

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: