[Opowiadanie] …Z pogranicza kryminału: Lalka w Hanboku I…

Lalka w Hanboku (2)

        Słoneczna i rozpylająca w powietrzu cząsteczki ciepła niedziela zapowiadała się niezwykle uroczo, szczególnie na obrzeżach Wrocławia, gdzie cisza unoszona podmuchami wiatru zwinnie przemykała między kolorowymi domkami jednorodzinnymi. Ile tajemnic kryło się za ścianami tych budynków mających być rodzinną oazą? W jednym z nich doszło ostatnio do tragedii – znaleziono w nim zamordowaną kobietę. Wiadomością cała okolica żyła przez ostatnie cztery miesiące, aż stopniowo emocje gasił upływ czasu, a na końcu pochłonęła płytka niepamięć. Tylko niektórzy pamiętali.

            Bez zawahania Karolina zgodziła się zamieszkać w tym domu, gdyż wiedziała, iż w zaistniałej sytuacji jej pomoc jest niezbędna. Wraz z zamordowaną kobietą, której polskie imię brzmiało Weronika, zaś rodzime – Songi, i jej rodziną pozostawała w bliskich relacjach. Od dobrych kilku lat przyjaźni się z mężem Songi, Jaewookiem, który w ostatnich dniach przypominał widmo ludzkiej istoty. Dlatego też, trzy miesiące temu, Karolina uległa namowom i spakowawszy swoje rzeczy przeprowadziła się do domu rodziny Kim, aby przede wszystkim pomóc w wychowaniu małej Jandi.

            Cztery miesiące minęły, a rzeczywistość przyćmiona rodzinną tragedią zaczynała nabierać jaśniejszych barw. Któraś z kolei niedziela nie wyróżniała się od innych. Jaewook, obudziwszy się nad ranem, naszykował najpotrzebniejsze dokumenty i wyruszył do biura. Tego popołudnia w domu panowała niczym niezmącona afonia – Karolina pracowała nad tłumaczeniem tekstu, a mała Jandi układała puzzle. Nagle rozległ się dźwięk telefonu.

-Tak, słucham? – odrywając się od ekranu komputera Karolina podeszła do szafki i odebrała telefon. – A, Jaewook. Coś się stało?

-Zapomniałem powiedzieć Ci wcześniej. Mam prośbę. – po drugiej stronie odezwał się głos mężczyzny przemawiający w wciąż niedoszlifowanej polszczyźnie. – Rozmawiałem z mamą Songi. Prosiła mnie, abym wysłał do niej rzeczy jej córki. Kompletnie mi umknęło, aby uporządkować pozostałe ubrania i inne takie.

Karolina spoglądając na małą Jandi starła dłonią kurz z półki.

-Do tej pory nie ruszyłeś jej rzeczy z szafy? – spytała się spokojnym tonem, nie okazując zdziwienia.

-Nie, jakoś nie byłem w stanie… Czy miałabyś może teraz czas i ochotę, aby przejrzeć ubrania i pudełka stojące w garażu? Byłbym wdzięczny. – cichy trzask w słuchawce świadczył o tym, że prawdopodobnie uśmiercił ołówek poprzez złamanie go.

-Oczywiście, nie ma problemu. Razem z Jandi zajmiemy się wszystkim. Nie martw się.

Po paru sekundach rozmowa dobiegła końca. Karolina wiedziała, że będzie czuć się nieswojo podczas przeglądania rzeczy Songi, ale jak mogłaby porzucić przyjaciela w potrzebie. Jaewook źle znosił śmierć żony.

-Jandi, czy miałabyś ochotę na podróż we wspomnieniach? – dziewczyna odkładając telefon na stół podeszła do dziewczynki i pogłaskała ją po główce przeczesując jednocześnie krótkie, czarne włosy.

-Wspo… wspomnienia? Ja chyba nie rozumieć. – oderwała wzrok od układanki i popatrzyła przed siebie. Miała zaledwie cztery lata, a jednocześnie uczyła się języka rodzimego i obcego, z racji uczęszczania do polskiego przedszkola.

Kieok, wspomnienia. Obejrzymy rzeczy Twojej mamy, eomeonioui jaesan. Chodź, później wrócimy do puzzli.

Na buzi Jandi pojawił się nieśmiały uśmiech i po chwili obydwie pomaszerowały do garażu, gdyż Karolina wolała rozpocząć porządki od mniej osobistych drobnostek jakimi są papiery z pracy, czy inne dokumenty. Pudła, w których spoczywały, mieściły się zaledwie na kilku półkach, więc nie stwarzały większego wyzwania.

Żarówka w garażu wypaliła się już jakiś czas temu, jednakże nikt nie pamiętał, aby ją wymienić. Z tego powodu Karolina musiała przenieść pudła do salonu. Zajęło to nie więcej niż pięć minut. Dziewczynka zajęła się najmniejszym z pakunków i siedząc na podłodze koło kanapy przeglądała szkatułki, w których Jaewook pośpiesznie schował biżuterię miesiąc po śmierci Songi.

Wybór Karoliny był całkowicie przypadkowy, jednakowoż podszyty nutką ciekawości. Wycierając kurz z tekturowych wieczek jej wzrok przyciągało granatowe pudło oklejone brązową taśmą. Za życia, Songi zapewne miała powody nieznane nawet pogrążonemu w żałobie mężowi ku szczelnemu zatajeniu zawartości i ukryciu w czeluściach garażu. Karolina nie była z natury wścibską osobą, ale gdy tylko coś podsyciło w niej nieodparte zainteresowanie poznania prawdy, klamka zapadła. Także teraz wróciwszy z kuchni z ostrym nożem pochyliła się nad granatowym pudełkiem i zwinnymi ruchami przecięła taśmę ujawniając wnętrze. Bursztynowe oczy rozjaśnił błysk spotęgowanego głodu ciekawości.

Ku lekkiemu rozczarowaniu, gdyż tak naprawdę spodziewała się odkrycia na miarę spotykanego w powieściach kryminalnych, spostrzegła stos papierów. Niektóre z nich Songi dokładnie posortowała do kolorowych teczek, zaś inne, niedbale ułożyła w losowej kolejności. Przeglądając jedną kartkę po drugiej, Karolina zorientowała się, że czyta nic innego jak katalogowe opisy przedmiotów i wystaw nadających się do pokazania szerszemu gronu, a także listy dostawców oraz zagranicznych kolekcjonerów. Przypomniała sobie, że Songi pracowała w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, stała się pierwszą, azjatycką pomocnicą w Gabinecie Dokumentów, miała dostęp do najdrobniejszej informacji dotyczącej muzeum i wystaw.

Zniechęcona, już miała pozostawić stos papierów na pastwę zapomnienia, gdy nagle spośród akt dotyczących jakiś koreańskich waz wykonanych z porcelany za czasów państwa Joseon, dynastii Yi, wypadła rozdarta koperta. Skrywała w sobie dokładnie trzy listy. Zaciekawiona, rudowłosa Karolina, chwilowo zatrzymana przez wewnętrzne niepokój, postanowiła zapoznać się z treścią tychże listów. Zatajony, znany jedynie zmarłej Songi nadawca przemawiał w języku angielskim, załączając w niektórych wersach słownictwo koreańskie i polskie. Dokładnego przekazu korespondencji Karolina nie mogła zrozumieć, gdyż przypominało ono zakodowany telegram. Ilekroć rozpoczynała czytanie od początku, miała wrażenie, że gdzieś już spotkała się z takim stylem pisma – lekko pochylonym, z ostrymi zawijasami przy długich spółgłoskach oraz brakiem kropek nad ‘i’ oraz ‘j’.

-Ah, wygląda to znajomo. Znajomo. – wymamrotała pod nosem muskając opuszkami palców blaknące słowa zapisane czarnym atramentem. – Ale, to wydaje się absurdalne. Jakim cudem ukryta korespondencja, której odbiorcą była Songi, miałaby w jakikolwiek sposób coś mi przypominać. Nurtująca zagadka.

***

            Minęło kilkanaście minut zanim powrócił regularny oddech. Gdy Karolina postanowiła ponownie zająć się sortowaniem dokumentów, usłyszała dzwonek telefonu. Pomyślała, że zapewne Jaewook przypomniał sobie o czymś istotnym, bądź telefonuje, aby sprawdzić, jak ona i Jandi się miewają. Lecz, ku zdziwieniu, Miłosz, czyli jej wieloletni przyjaciel, z którym ukończyła liceum, a także studia na wydziale orientalistycznym, zapragnął z nią porozmawiać.

-Halo? Miłosz, coś się stało? – spytała się zmartwiona, gdyż przez ostatnie tygodnie Miłosz niemalże przestał się z nią kontaktować.

-Witaj. Czy miałabyś teraz wolną chwilę? Potrzebuję Twojej pomocy. – w odpowiedzi Karolina usłyszała męski, zachrypnięty głos.

-Oczywiście… Wszędzie, tylko nie w centrum. Nie mam transportu, aby szybko wydostać się z obrzeży, a poza tym, pilnuję dziecka.

-Żaden problem. Mogę dojechać do Ciebie, gdziekolwiek jesteś. Sprawa jest pilna.

Przyjaciele wybrali na miejsce spotkania plac zabaw oddalony o niespełna dwadzieścia minut drogi, którą z łatwością można pokonać żywiołowym spacerem. Po zakończonej rozmowie Karolina wróciła do salonu, gdzie Jandi bawiła się kolczykami.

-Jandi, masz ochotę na spacer, hmm? Na sanchaek?

Mała uśmiechnęła się promiennie co miało wyrazić pozytywną odpowiedź. Grzecznie podążyła za Karoliną, aby po paru chwilach przemierzać wyłożoną małymi kamyczkami drogę wzdłuż której wiły się domy jednorodzinne.

***

Miłosz wydawał się poddenerwowany. Drżały mu dłonie, głos łamał się w połowie zdania. Miał jakiś problem. Oczekiwał na Karolinę na jednej z ławek usytuowanych dookoła placu zabaw. Podczas gdy dorośli rozmawiali na temat wizy oraz wyjazdu za granicę, mała Jandi bawiła się samotnie w piaskownicy. Wyglądała jak wyrwana z orientalnego obrazka.

-Dlaczego chcesz wyjechać akurat teraz? Miałeś zrobić doktorat w tym miesiącu? Zapomniałeś już o swoich planach? – zdziwiona Karolina bacznie obserwowała przyjaciela, który zachowywał się jakoś nieswojo.

-Wiem, wiem… Pamiętam. Właśnie, chciałbym rozpocząć studia doktoranckie za granicą. Ale, jakoś… Nie mam głowy do tego. – strzepując drżącą dłonią kosmyk blond włosów z czoła jedynie przelotnie spoglądał w oczy najlepszej przyjaciółki, która niemalże świdrowała go na wylot.

-Zdajesz mi trudne pytanie. Nie mam pojęcia o doktoracie jak sama nie ukończyłam jeszcze magisterki.

-Pamiętam… ale masz kontakty. Myślałem, że… – mężczyzna plątał się we własnych słowach. – Wybacz, złapałem ostatnio jakiegoś wirusa. Żadne leki nie działają.

-I Ty chcesz wyjechać za granicę? – Karolina na chwilę skierowała spojrzenie w kierunku piaskownicy, gdzie potulnie siedziała Jandi.

-Muszę… muszę.

Dorośli nie zauważyli jak czarnowłosa dziewczynka podeszła do nich otrzepując z piasku granatową sukienkę. Mała od razu przytuliła się do Karoliny, która pogłaskała ją po szyi. Miłosz, zdziwiony pojawieniem się dziecka, jakby bardziej się spłoszył.

Eonni, moge lalklie? – Jandi uniosła rączki dotykając polików dziewczyny.

-Lalkę? Oczywiście.

Wyswobodziwszy się z objęć małych ramion, Karolina otworzyła torbę i wyjęła z niej lalkę odzianą w kolorowy hanbok, czyli tradycyjny ubiór koreański. Składała się na niego różowa góra z wysokim stanem i z długimi rękawami oraz czerwona spódnica w złote wzorki na zakończeniu. Lalka miała potargane, czarne włosy i brakowało jej jednego oka, ale Jandi uwielbiała akurat tą zabawkę.

-Proszę, Twoja lalka. – dziewczynka przyjęła od niej przedmiot i zwinnie wspięła się na kolana Karoliny.

Miłosza zamurowało. Spoglądał na zabawkę jakby zobaczył ducha.

-Skąd to masz? – wydukał po chwili.

-Hmm? – Karolina objąwszy Jandi w pasie spojrzała na przyjaciela. – Lalkę? – Miłosz przytaknął kiwnięciem głowy. – Należała do mamy Jandi. Mała ją wprost uwielbia.

-Czy… czy mógłbym obejrzeć tą lalkę? – mężczyzna odzyskawszy władzę nad własnym ciałem wyciągnął dłoń w kierunku zabawki. – Jandi, pokażesz wujkowi swoją piękną lalkę?

Ton głosu nie wydał się małej przyjazny, gdyż odsunęła się od Miłosza i mocniej przytuliła zabawkę do siebie. Jedynie cichym pomrukiem sprzeciwiła się zamiarom mężczyzny, który ewidentnie nie zważał na protesty. Próbował niemalże wyrwać dziewczynce lalkę, aż Karolina musiała zainterweniować.

-Zostaw tą lalkę! – uniosła znacznie głos, aby przywołać Miłosza do porządku. – Musimy już iść. Postaram się porozmawiać z odpowiednimi osobami o Twojej sytuacji, ale niczego nie obiecuję.

-Dobrze. Dziękuję.

-Zadbaj najpierw o siebie, a później zastanów się nad wyjazdem. Trzymaj się. – Karolina zsadziwszy Jandi z kolan założyła na ramie torebkę i udała się w kierunku wyjścia z zamkniętego placu zabaw trzymając Jandi za rękę.

Pożegnanie przyjaciół odbyło się szybko i w ochłodzonej przez dziwne zachowanie Miłosza atmosferze. Mężczyzna długo jeszcze siedział na ławce w bezruchu i mamrocząc pod nosem trudne do rozszyfrowania słowa próbował zagłuszyć powracające wspomnienia. Niestety, były one zbyt silne i przezwyciężały wolę walki zanikającą w umyśle Miłosza. Popadał w niewytłumaczalny obłęd…

CDN

fotografia: 잔디
opowiadanie: 잔디

***

Opowiadanie powstało z myślą o konkursie na opowiadanie kryminalne. Pierwszy raz podjęłam się tematyki kryminalnej (tak bardziej świadomie), więc z powstałego efektu jestem w miarę zadowolona… Jednakże, nie przeszłam dalej, więc mogę z czystym sumieniem podzielić się opowiadaniem na łamach bloga. Mam nadzieję, że zaostrzyłam Waszą ciekawość na dalszą część akcji, którą opublikuję już niedługo.
Dziękuję za lekturę.
KL

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: