[Opowiadanie] …Z pogranicza kryminału: Lalka w Hanboku II…

Lalka w Hanboku (1)

Czy przez dwa tygodnie może wydarzyć się coś tragicznego? Ba, w ciągu jednego dnia tyle okrutności kumuluje się na całym globie, a co dopiero przez czternaście takich dni? Jednakże, gdy myślimy o swych najbliższych nie spodziewamy się, że podczas krótkiej nieobecności tyle zmian jest w stanie zatrząsać gruntem pod nogami w sposób niemalże paraboliczny. Przykładu nie potrzeba szukać daleko.

            W deszczowy poniedziałek Karolina czekała na zatłoczonym lotnisku na przyjazd Jaewooka. Przez ostatnie dni, z racji zaproszenia, dokształcała zainteresowanych z zakresu koreańskiej poezji na francuskiej ziemi. Co prawda, po francusku potrafi powiedzieć jedynie ‘oui’ i ‘merci’, ale komunikacja przebiegła bez większych zakłóceń.

Jaewook spóźniał się, a takie zachowanie było do niego niepodobne. Stojąc niedaleko wyjścia Karolina przyglądała się tablicy informującej o najbliższych odlotach i przylotach. Po precyzyjnym upłynięciu sekundy, poczuła obecność innej osoby. Przytrzymując walizkę dokładnie przyglądała się blademu i załamanemu psychicznie mężowi Songi. Wydarzyło się coś strasznego. – pomyślała od razu upuszczając torbę.

-Ktoś porwał Jandi. – przemoczony mężczyzna wydukał niosące dreszcze przerażenia zdanie na powitanie.

-Jak… jak to porwał? Kiedy, gdzie, jak? – Karolina niemalże krzyknęła aż osoby stojące w długiej kolejce do odprawy zwróciły na nią uwagę ukazując pomieszanie dezaprobaty oraz zaskoczenia na twarzach.

-Tydzień temu. – uciął krótko Jaewook schylając się po leżącą na ziemi torbę.

W Karolinie aż się zagotowało.

-Tydzień temu, a Ty dopiero teraz mi mówisz! Przyjechałabym wcześniej, mogłeś zadzwonić! – wykrzyknęła zaciskając pięści na potarganych kosmykach.

-Policja jej szuka. Nie chciałem Cię martwić. – Jaewook przypominał wyglądem i sposobem egzystowania wrak człowieka. Najpierw śmierć żony, teraz – zaginięcie córki.

Nastała chwila ciszy będącej mieszaniną sprzecznych uczuć. Karolina nie wiedziała, co ma w zaistniałej sytuacji powiedzieć. Jeszcze przed minutą wspomnieniami przebywała w Paryżu, aby ludzka okrutność ściągnęła ją natychmiast na ziemię.

-Musimy działać, szukać na własną rękę. – przemówiła przysłaniając usta drżącą dłonią. – Daj kluczki, będę prowadzić. – Jaewook potulnie wręczył Karolinie kluczki, a sam, po chwili zawieszenia w próżni, podążył za roztrzęsioną dziewczyną.

***

Zanim Karolina zatrzymała samochód przed posiadłością Jaewooka, musiała zjechać z drogi i podjechać pod blok, w którym pomieszkiwała kilka miesięcy temu z koleżanką ze studiów. Niesiona impulsem intuicji oraz przymusem zabrania kilku dodatkowych rzeczy, zaparkowała samochód pod szarym budynkiem.

Po upływie zaledwie dziesięciu minut, pożegnawszy się z zmartwioną złą nowiną przyjaciółką Alicją postanowiła niezwłocznie udać się do domu Jaewooka i obmyślić plan poszukiwania małej Jandi. Jednakże, zstępując z ostatniego stopnia zamarła w bezruchu. Przez umysł przemknęła myśl, że powinna zrobić coś jeszcze. Poruszyła się i klatkę rozświetliła czujna na ruch żarówka. W dłoni zacisnęła klucze do mieszkania mocniej zacisnąwszy palce na kluczyku do skrzynki pocztowej. Zbliżyła się do bordowych puszek imitujących swym kształtem prostokąty i otworzywszy jedną z nich wyjęła małą kopertę – zaadresowaną akurat do niej. Zaniemówiła. Oparła się pokusie przeczytania listu teraz i pośpiesznie wróciła do auta, w którym siedział nieprzytomny ze zmartwienia Jaewook. Na zewnątrz wciąż padało. Otulony przygaszonym niebem wieczór z pozbawionym gwiazd potęgował jedynie ponury nastrój.

Karolina zatrzasnęła za sobą drzwiczki i zacisnęła dłonie na kierownicy gniotąc jednocześnie kopertę.

-Mam pewien trop, pomysł… ale mam nadzieję, że się nie sprawdzi. – wyszeptała spoglądając przed siebie.

-Nie mam już siły. To wszystko mnie przerosło. – również szeptem przemówił mężczyzna opierający się czołem o przesiąkniętą zimnem szybę. – A miało być tak pięknie.

-Jutro na spokojnie to wszystko przemyślę i porównam wykalkulowane na szybko strzępki faktów. Jandi, poczekaj jeszcze troszkę. Jutro…

Obydwoje jakby mijało się w wypowiedziach, każdy z nich tkwił w innych pokładach myślowych. Reszta drogi prowadząca na obrzeża Wrocławia upłynęła w nostalgicznej, podszytej niespokojnym smutkiem ciszy.

Jutro… Z samego rana…

***

Przez całą noc Karolina kilkakrotnie budziła się i przewracała z boku na bok. Rozsunięte drzwi pokoju dopuszczały dźwięki pochrapywania dobiegające z sypialni Jaewooka, który starał się zachować świadomość umysłu. Niestety, jak tylko usiadł na kanapie po przekroczeniu progu domu – zapadł w letarg wywołany przemęczeniem.

Karolina głowiła się co tak naprawdę wydarzyło się w ciągu tych dwóch tygodni. Kto mógłby czyhać na małą Jandi? Po co ktoś miałby ją porywać? Nawet na chwilę ich nie można zostawić samych. – wymamrotała zła odrzucając na bok kołdrę. Choć zmęczona po podróży, wiadomość o zniknięciu Jandi wzburzyła w niej każdy nerw i podtrzymywała w rozjuszonym napięciu. Spoglądała na sufit pochłonięty w ciemnościach, zerkała na zegarek elektroniczny wskazujący mozolnie upływające minuty – nie wybiła nawet czwarta nad ranem. Wewnętrzne przeczucie, że coś umyka jej sprzed nosa, jakaś pominięta wskazówka, nie dawało spokoju. Nie musiała być z zawodu detektywem, aby posiadać rozwiniętą intuicję, która uparcie próbowała zaświecić żarówkę nad jej głową, jak w kreskówkach które Jandi lubiła oglądać niegdyś z mamą.

W ułamku sekundy dziewczynę niemalże olśniło.

-No oczywiście! Songi! Songi! Pudła, dokumenty! – Karolina jak poparzona zerwała się z łóżka i pobiegła do rozsuwanych drzwi. – Jakże to banalne. Dlaczego dopiero teraz na to wpadłam?

Zapomniawszy założyć klapki Karolina przyspieszonym marszem przetransportowała się do salonu, gdzie na kanapie spoczywała jej torebka. Owładnięta złym, ale trafnym przeczuciem poszukiwała koperty, którą kilka godzin wcześniej wyjęła ze skrzynki. Gdy tylko ją znalazła, szybko wyjęła list z środka i starannie wygładziła pogniecioną kartkę na blacie stolika.

-Niemożliwe! – wymamrotała spojrzawszy w kierunku kuchni, gdzie dwa tygodnie temu przeglądała pudła. Teraz, potrzebowała jednego z nich, gdyż w nim skrywał się niepodważalny dowód jej domysłów.

Otulając się szczelniej szlafrokiem, wpadła do garażu jak poparzona. Gdy tylko spostrzegła granatowe pudło z przeciętą taśmą mającą chronić zawartość przed czynnikami zewnętrznymi, natychmiast odrzuciła ją na bok. Szperała w tonach dokumentów w poszukiwaniu tego jedynego. Dokładnie, aby niczego nie pominąć, przeglądała najdrobniejszy skrawek papieru. Ku ogromnemu rozczarowaniu i zdziwieniu nie odnalazła tajemniczego listu zapisanego w trzech językach.

Pozostawiając porozrzucane na podłodze dokumenty, wróciła do salonu. Jej ostatnia deska ratunku utonęła. Załamana usiadła na podłodze opierając się o krawędź stołu. Zamarła w bezruchu dręczona myślami skupiającymi się wokół Jandi. Nieoczekiwanie spostrzegła coś, co zakpiło sobie z niej i śmiało się widząc, jak go niestrudzenie poszukuje. Mowa o kartce papieru spoczywającej pod szafką, czyli w miejscu, gdzie zapewne znalazła się podczas końcowej fazy lotu – kiedy to Karolina odrzuciła ją na bok.

Gdy Karolina ponownie zaznajomiła się z treścią dziwnego listu, nie miała już wątpliwości… a to ją najbardziej przeraziło. To samo lekko pochylone pismo, ostre zawijasami przy długich spółgłoskach oraz brak kropek nad ‘i’ oraz ‘j’. Drżącą dłonią Karolina wyciągnęła z kieszeni szlafroka pognieciony liścik, który znajomy podrzucił do skrzynki w mieszkaniu. Ponowne porównanie styli pisma wydawało się w obliczu tego znaleziska zbędne.

Karolina. Wiem, że jesteś w Paryżu, ale jak wrócisz pewnie znajdziesz ten list ode mnie. Musiałem wyjechać na kilka dni. Zrobiłem coś, czego żałuję i zmuszony jestem naprawić swe błędy. Przepraszam i dziękuję za to, że zawsze starałaś mi się pomóc.

Miłosz

Na pierwszy rzut oka list od przyjaciela, tajemniczy telegram i zaniknięcie Jandi nie posiadały wspólnego czynnika. Przypominało to jedynie jakiś wymysł Karoliny. Jednakże, gdyby się tak głębiej nad tym zastanowić, szczególnie nad zatajonym faktem, że Miłosz znał Songi, a Karolina nie miała o tym pojęcia oraz dziwnym zachowaniem mężczyzny przez ostatnie miesiące, a także na placu zabaw, to wszystko miało sens.

-Coś mi tu nie pasuje. To wygląda bardzo podejrzanie. – dziewczyna miała mętlik w głowie, ale wiedziała, że musi podążyć za podpowiedzią intuicji, która chaotycznie próbowała ułożyć puzzle układanki. Zależało od tego zdrowie, a może i nawet życie małej Jandi. – Muszę to wyjaśnić. – gniotąc kartki w dłoniach Karolina poderwała się z podłogi i wróciła do pokoju, aby przygotować się na spotkanie z człowiekiem, którego uważała za przyjaciela.

CDN

fotografia: 잔디
opowiadanie: 잔디

KL

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: