[Opowiadanie] …Z pogranicza kryminału: Lalka w Hanboku III…

Lalka w Hanboku (3)

Miłosz był tajemniczy, ale przed Karoliną nigdy nie miał sekretów.

Dziewczyna wymknęła się z domu niezauważona przez Jaewooka. W pośpiechu zapomniała zostawić mu wiadomości, gdzie i w jakim celu udała się tak wcześnie. Jej umysł zaprzątała tylko jedna myśl otulona milionami nakładających się pytań.

Zaparkowała pod blokiem, w którym Miłosz wynajmował mieszkanie. Karolina działała impulsywnie, bez przygotowanego planu. Chciała jedynie porozmawiać z przyjacielem, gdyż była przekonana, że wcale nie opuścił on Wrocławia. Gdyby tak zrobił, oddałby jej albo innym znajomym swojego kota pod opiekę. Także, nic dziwnego, że Karoliną targały specyficzne podejrzenia.

Kilkakrotnie pukała do drzwi i dzwoniła, ale nie zastała Miłosza w mieszkaniu. W pliku kluczy znalazła ten zapasowy pasujący do zamka w drzwiach przyjaciela. Bez zastanowienia weszła do środka, w objęcia złowrogiej ciszy i jednolitej ciemności spowodowanej zaciągniętymi zasłonami. Karolina zapaliła światło w przedpokoju i bez słowa zajrzała do wszystkich pomieszczeń – ani śladu po Miłoszu. Nagle, głuche milczenie przerwało miauknięcie kota.

-O, Bobo. Co Ty tutaj robisz sam? Gdzie jest Twój Pan? – zaczesując kosmyk włosów Karolina zbliżyła się do posłania małego kociaka umiejscowionego koło kuchennego blatu.

Biały zwierzak zaczął łasić się do dziewczyny i pomrukiwać z zadowoleniem, gdy ta głaskała go po futerku. Zabawę przerwało zaskakujące odkrycie na posłaniu kotka, co podsyciło wyłącznie obawy Karoliny. Tymże znaleziskiem okazało się nadgryzione i przybrudzone ubranko ulubionej lalki Jandi, którą dostała od mamy.

-Nie wierzę. Skąd się to tutaj wzięło? Jakim cudem. – dziewczyna dotknęła i podniosła hanbok. – Miłosz, coś Ty najlepszego narobił. – Karolina westchnęła załamana i pochłonięta przez mieszaninę negatywnych emocji nie wiedziała, co powinna zrobić.

Muszę porozmawiać z Miłoszem, ale jego… jego nigdzie nie ma.

Nie wiedziała, w jakim błędzie i zagrożeniu się znalazła wchodząc do pozornie pustego mieszkania. Osamotniona, za towarzysza mając tylko białego kota perskiego poczuła obecność innej osoby. Nie słyszała kroków ani innych szelestów, gdyż zajęta była rozmyślaniem nad łącznikiem pomiędzy Miłoszem, Songi a Jandi.

-Wiedziałem, że Ciebie nie da się tak łatwo zwieść. – zachrypnięty głos Miłosza przerwał ciszę. – Nie oceniaj mnie surowo, po prostu, popełniłem błąd.

Karolina wstała w dłoni wciąż trzymając ubranko lalki.

-Wytłumacz mi, wytłumacz. O co w tym wszystkim chodzi? – zdenerwowana rzuciła na blat ubranko, a także pognieciony telegram i list, które zabrała ze sobą. – Znałeś Songi, mamę Jandi?

-To skomplikowane. – Miłosz zbliżył się do Karoliny. – Poznałem ją jakiś czas temu na seminarium poświęconemu azjatyckiej ceramice w Londynie. Wiesz, że interesuję się takimi starociami. Zaczęliśmy rozmawiać.

Karolina poczuła, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia, zaczęła bać się Miłosza, ale musiała wysłuchać jego opowieści, poznać prawdę.

-Dowiedziałem się, że pracuje we wrocławskim muzeum. Gdy wróciliśmy do Polski, nawiązaliśmy kontakt i jakoś tak…

-Mieliście romans? – Karolina podpowiedziała mu słowo, które najwidoczniej poszukiwał Miłosz.

-Tak, ale przedstawiła się jako Mihee, a nie Songi. Wtajemniczyła mnie w swój plan.

-Jaki plan?

-Chciała sfałszować dokumenty w muzeum i nielegalnie przemycić porcelanowe wazy z Korei. Miała ponoć jakiś kupców. Chciałem jej pomóc, chciałem z nią być. – Miłosz odzyskiwał panowanie nad głosem zagłębiając się w tok opowieści.

-Ale, ona miała męża i córkę. – Karolina wtrąciła się spoglądając na wijącego się pod nogami kota.

-O tym dowiedziałem się dopiero później. – wtrącił. – Nagle, zerwała ze mną kontakt. Gdy jakiś cudem skontaktowałem się z nią, odrzuciła mnie. – mężczyzna ewidentnie tracił kontrolę nad sobą, gdyż płomień nienawiści rozbłysnął w jego oczach. – Bała się czegoś, więc zrezygnowała z przemytu, zrezygnowała ze mnie. Nie mogłem tego zaakceptować.

-To Ty ją zabiłeś? Nie wierzę, nie mógłbyś. – w odpowiedzi Karolina usłyszała ciszę, spoglądała na przyjaciela z przerażeniem. – A, a co z tą lalką? – spytała się zwracając jego uwagę na leżące na blacie ubranko.

-Podczas jednego ze spotkań zapisała na niej numer telefonu i jakieś adresy do ludzi, którzy mieli zająć się przemytem. Gdy nie mogłem mieć jej, chciałem zdobyć wazy, ale ona powiedziała, że dała lalkę swojej córce. Wtedy, nie wytrzymałem.

Zapadło milczenie. Karolina znalazła się w potrzasku. Dlaczego wcześniej niczego nie zauważyła? Przecież, również Songi od jakiegoś czasu zachowywała się dziwnie, pozostawiała jej Jandi pod opiekę i znikała. W obliczu takich informacji utraciła wiarę w ludzi, we własnego przyjaciela. Nie spodziewała się, że skrywał on taki sekret. Miłosz zapędził się w kozi róg, dopuścił się zbrodni haniebnej, opanowała go odczłowieczona rządza posiadania. Karolina bała się zadać tkwiące w gardle pytanie, ale zmusiła się robiąc krok w stronę wyjścia.

-Porwałeś Jandi, prawda?

Miłosz uśmiechnął się pod nosem.

-Chciałem tylko tą lalkę, nic więcej. Mała zaczęła płakać. Dałem jej cukierka i w chwili nieuwagi, zabrałem z placu zabaw. – wyjaśnił wyciągając rękę w kierunku blatu.

W ułamku sekundy, spostrzegając możliwość ucieczki, Karolina zerwała się do biegu. Jednakże, Miłosz był zwinniejszy i złapał za ramię wyrywającą się dziewczynę. Jego zamiarem nie było zrobienie jej krzywdy, w końcu znali się tak długo, byli przyjaciółmi, ale Karolina wiedziała zbyt wiele. Jednym uderzeniem pozbawił ją przytomności.

-Przepraszam. – wyszeptał.

Karolina upadła bezwładnie na podłogę tracąc kontakt z rzeczywistością.

***

            Tępy ból promieniujący od karku oraz uścisk w skroniach towarzyszył Karolinie podczas przebudzenia. Próbując otworzyć oczy ujrzała tańczące mroczki, cała obolała i zesztywniała syknęła mimowolnie. Wsparłszy się ramionami o zimną powierzchnię przypominającą podłogę w piwnicy spróbowała rozejrzeć się dookoła. Z sufitu zwisała żarówka zawieszona na cienkim kablu rozświetlająca słabym światłem niewielkie pomieszczenie. Obskurne ściany i panująca w powietrzu wilgoć nie wróżyły najlepiej.

            Odzyskawszy pełną zdolność widzenia Karolina dostrzegła leżącą na błękitnym kocu postać. Wszędzie poznałaby to drobne ciałko, gęste czarne włosy i żółtą kurteczkę.

-Jandi! – zerwawszy się z miejsca Karolina, ignorując zawroty głowy i duszności podbiegła do małej.

Wyziębione i odwodnione dziecko ledwo zareagowało na obecności Karoliny trzymając w ramionach lalkę pozbawioną hanboku.

Eonni? – wyszeptała zaspana Jandi.

-Tak, jestem przy Tobie. – zbliżywszy się Karolina objęła dziecko. – Wiesz co, opowiem Ci bajkę. Dobrze?

Jandi przytaknęła kiwnięciem głowy. Karolina, tłumiąc łzy strachu i bezradności, rozpoczęła opowiadać wyimaginowaną historyjkę. Im bliżej końca się znajdowała, tym żarówka coraz bardziej traciła na mocy. Ze ścian ulatniało się przeszywające zimno. Niespodziewanie, w pomieszczeniu zapadła ciemność pochłaniając niewielkie drzwi.

Targana boleściami Karolina wraz z Jandi zapadła w sen, nad którym czuwała jednooka lalka, obdarta ze swego hanboku.

KONIEC

fotografia: 잔디
opowiadanie: 잔디

KL

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 42,004
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: