[RECENZJA] John Sweeney – „Korea Północna. Tajna misja w kraju wielkiego blefu”

Okładka Korea Północna

Tytuł: Korea Północna. Tajna misja w kraju wielkiego blefu

Autorka:  John Sweeney

Język: Polski

Data publikacji: 2014

Stron: 400

Wydawnictwo: Muza

Ocena:  10/10 gwiazdek

(…) Zło najczęściej kryje się w mroku. (…) najgorsze rzeczy dzieją się tam, gdzie wszyscy siedzą w ciemnościach. (…) w piekle na ziemi – w Korei Północnej (…)

Każdy inaczej myśli o Korei Północnej… bądź tak samo bazuje wiedzę na strzępkach dostępnych informacji, których jest jakby kot napłakał. A jest nad czym płakać. Już sama okładka rozbraja na łopatki uchwyconym momentem idealnie odzwierciedla sytuację na północy koreańskiego półwyspu, a co dopiero zawartość książki. Jednakże, nie o okładce mowa. Mowa o tym, że John Sweeney starannie odrobił pracę domową.

John Sweeney, dziennikarz BBC, pojechał do Korei Północnej, podając się za profesora London School of Economics, żeby na własne oczy zobaczy, jak wygląda życie w najpilniej strzeżonym kraju świata.

Podróż miała miejsce w 2013 roku, a jej pierwszym efektem był krótki dokument wyemitowany w BBC Panorama i nosił tytuł „North Korea: Undercover” (możliwy do obejrzenia tutaj). Najpierw obejrzałam wspomniany dokument, co wykreowało myśl, że książka będzie po prostu pisemną relacją z podroży, wzbogaconą o szczegóły, których kamera nie uchwyciła, a zrobił to zmysł wzroku i pamięć. Z dokumentu nie potrafiłam zbyt wiele wyciągnąć, więc obawiałam się, że jej pisemne wcielenie nie odciśnie śladu, nie zachwyci niczym szczególnym, że będzie jedynie kolejnym pretekstem do zarobku. Nie ma to jak pozytywne zaskoczenie dla osoby lubującej pozyskiwać wiedzę. Gdy rozpoczęłam lekturę przekonałam się, że moje myślenie było błędne – książka zawiera o wiele więcej, co stanowi niesamowity dodatek do całości – relacja z podróży miesza się z opisami przeszłości, także dokonywanymi przez osoby trzecie, w mniejszym lub większym stopniu powiązanymi z Koreą Północną.

Jak wspomniałam, książka zawiera dużo wtrąceń historycznych. Jeśli nie jesteśmy zapoznani z przeszłością Korei – „Wstęp” zwięźle ją przybliży m.in. mit, podziały itp. Następnie, dowiemy się szczegółowo jak Kim Ir Sen doszedł do władzy, jak wyglądało jego dzieciństwo i młodość w partyzanckich kręgach. Podobnie jest z jego synem, Kim Dzong Ilem. Nie pomyślałabym, że gdyby ktoś zdołał sprzeciwić się i postarać się, aby Kim Ir Sen poznał prawdę o swym dziecku, to mógłby on nigdy nie zastąpić jego miejsca. Jednakże, tak by się nie stało. Za bardzo obawiano się o własne życie. Przez to stery władzy trafiły do człowieka gorszego niż poprzednik – jeśli tak może być – gdyż apogeum głodu w Korei przypada właśnie na okres „panowania” Kim Dzong Ila. Następnie, w innym rozdziale, rozgrywa się opowieść o dojściu do władzy kolejnego z rodu. W sumie, nie protegowano Kim Dzong Una do objęcia spadku w postaci zarządzaniu narodem, obstawiano na jego starszego brata, Kim Dzong Nama… jednakże po wpadce w Japonii, zaszył się w Makau i siedzi tam dotychczas. Drugi w chronologii potomek Złego Elvisa lub jak to woli, Kokainowego Kima (tak Kim Dzong Una nazywa autor książki), Kim Dzong Chol był ponoć zbyt zniewieściały, aby podołać tak poważnemu zadaniu… więc padło na najmłodszego z synów… i cała tyrania rozpoczęła się na nowo.


Hyon Song-wol (kochanka) - Kim Jong Un - Ri Sol-ju (żona)

Miłosne trio = Hyon Song-wol (kochanka) – Kim Jong Un (przywódca) – Ri Sol-ju (żona)

Wykraczając poza tematykę książki. Rok temu pojawiła się informacja o egzekucji kochanki Kim Dzong Una, Hyon Song-wol, wraz z innymi członkami grupy artystycznej, do której przynależała. Skazano ich na śmierć za nagrywanie filmów pornograficznych. Jednakże… okazuje się, że można oszukać śmierć – albo obalić propagandę – gdyż kobieta żyje. W maju tego roku wygłosiła mowę podczas Narodowego Zjazdu Artystów, w której wychwala Kim Dzong Una. Relacja z wystąpienia pojawiła się w południowokoreańskich wiadomościach. (urywek)


Nie zamierzam w szczegółach opisać całej książki, gdyż jest tego zbyt wiele – choć mogłabym, ale wówczas nie byłaby to recenzja. Chociaż, jak zazwyczaj, będzie ona zawierać krótkie opisy zawartości. Lekki paradoks, ale moje recenzje już tak mają… Jednakże, nie rozgadam się za dużo, pozwolę Wam na samodzielne odkrywanie treści, zaś sama ograniczę się do ofiarowania kilku wskazówek i opinii… a będzie ona zachęcająca do czytania.

Przyznam, że wcześniej nie interesowałam się Koreą Północną. Mam na myśli – nie w taki sposób wychwalający reżim czy coś podobnego. Dla mnie Korea jest w pewien sposób jedna, tylko przez zawirowania w przeszłości, źli i niedbali ludzie podzielili jeden naród wzdłuż 38. równoleżnika… skazując jednych na zagładę i równocześnie tych drugich na życie w lepszych warunkach. Zresztą, w książce znajduje się opis okoliczności podziału Półwyspu Koreańskiego. Zatem, Korea jest jedna… a raczej chciałoby się, aby tak było. Rzeczywistość jest inna. Od jakiegoś czasu zapragnęłam poznać te realia i publikacja Johna Sweeneya bardzo mi w tym pomogła.

Oprócz okoliczności podziału, autor ofiaruje informacje m.in. o szpitalu bez pacjentów, fabryce-nic-nie-produkującej, niektórych zabytkach, dwóch organizacjach: BOWIBU (Jednostce Koreańskiej Armii Ludowej 10215) oraz INMINBAN (Straży sąsiedzkiej, szpiegującej zwykłych ludzi). Jednym z ciekawszych, jeśli można fakt ten opisać używając danego słowa, miejsc okazał się Uniwersytet Języków Obcych w Pyeongyangu, a raczej Szkoła Szpiegowska. Zasłynęła głównie ze względu na czyn jednej z absolwentek, Kim Hyon-hui… która wraz z pomocnikiem, podłożyła bombę w samolocie linii Korean Air, rejs 858. Masowe morderstwo miało miejsce 19 listopada 1987 roku, zginęło sto piętnaście osób. Przyznam, że nigdy o tym nie słyszałam.
(Polecam rozdział „W pięćdziesięciu odcieniach zieleni” – tam dowiecie się o innej kwestii kryminalnej, a dokładnie o tym, że Korea Północna przodowała niegdyś w zakresie „czarnego handlu”.)


Kilka z zabytków opisanych w książce


Książka nie przybrałaby dopełnienia, gdyby nie znalazły się w niej opowieści uciekinierów z okresów, gdy m.in. w Korei panował wielki głód, z pobytu w obozach koncentracyjnych (Chongori i Yodok). Był to jeden z kilku wątków, które najbardziej mną wstrząsnęły i spowodowały, że musiałam się na chwilę zatrzymać. Słyszałam o obozach i obejrzałam kilka filmów dokumentalnych poświęconych ich tematyce, jednakże… za każdym razem ogarnia mnie niedowierzanie. Czytając o pociągach przepełnionych ludźmi przypomniały mi się lektury z okresu dwudziestolecia międzywojennego, m.in. opowiadania Tadeusza Borowskiego. Pamiętam, wracając pamięcią do czasów klasy maturalnej, że omawianie tego odcinka czasowego w literaturze i historii przysparzało mi wiele problemów i pewnego rodzaju bólu emocjonalnego… spowodowanego niemożnością pojęcia, że w ludziach może kryć się tyle bestialstwa i okrucieństwa.

Inny aspekt, który mną wstrząsną, pojawił się przy opisie szpitala, w którym nie ma pacjentów. Mianowicie kwestia, dlaczego w Korei Północnej nie ma osób niepełnosprawnych… i dalsza relacja nawiązująca do haniebnego procederu zabijania noworodków bądź zmuszania kobiet do aborcji lub poronienia. Aż nie jestem w stanie więcej o tym napisać… to trzeba przeczytać.

Ostatnim z poważniejszych wątków, jaki odcisnął piętno w mojej pamięci nawiązuje do porwań przez Koreę Północną niewinnych i wręcz przypadkowych osób. Karygodne uprowadzenia rozpoczęły się w 1977 roku. Najgłośniejszym występkiem było porwanie (oficjalnie) trzynastu obywateli Japonii. Przez dłuższy okres czasu Korea Północna nie przyznała się do tego czynu… ale prawda zawsze wyjdzie na jaw. Uprowadzenia nie dotyczyły tylko osób z Japonii, ale też z Korei Południowej i Europy. Mowa o porwaniu m.in. aktorki południowokoreańskiej Choi Eun-Hee i jej męża Shin Sang-oka, a także Doini Bumbea, znanej jako „Dona”, rumuńskiej malarce, którą podstępem zwabiono do Korei Północnej. Cała sprawa wyszła na światło dzienne za sprawą autobiografii pewnego Amerykanina, Jamesa Josepha Dresnoka. W tej chwili sytuacja się nieco komplikuje, gdyż ścieżki dwóch z czterech Amerykanów – wspomnianego Dresnoka, a także Charlesa Roberta Jenkinsa  – którzy uciekli do Korei Północnej, łączą się ze ścieżkami dwóch porwanych kobiet – Rumunką oraz Japonką. Nie napiszę więcej – o tym lepiej przeczytać (rozdział „Amerykanin, który pojechał do Korei Północnej i tam został”). Dodam tylko tyle, że po obejrzeniu filmu dokumentalnego, pt. „Abduction: The Megumi Yokota Story” (2006), zostałam wręcz porażona falą jaką niesie za sobą porwanie, ile dodatkowych istnień ludzkich zostało wręcz zniszczonych emocjonalnie i psychicznie. Straszne.


Uprowadzone osoby
(w opisach zdjęć zawarłam kilka informacji o każdej z nich, aby je przeczytać, należy kliknąć w wybraną fotografię)


Podsumowując myśli, wcześniej nieco chaotycznych…
Książka pozytywnie – pod względem ilości poruszonych wątków i zawartej treści – mnie zaskoczyła. Skupia się na wielu aspektach odnoszących się do Korei Północnej. Jej bazą jest podróż pod przykrywką amerykańskiego dziennikarza do serca współczesnego piekła na ziemi, a nawiązująca do głównego tematu, kolokwialnie rzecz ujmując reszta, zgrabnie dopełnia całość. Relacja przeplata się z uzyskanymi informacjami, ze słowami wypowiedzianymi przez uciekinierów, dawnych sekretarzy innych komunistycznych tyranów i tym podobnych osób.
Realia mieszają się z przeszłością i ukazują, że – niestety – zbyt wiele się nie zmieniło. Emocje zwykłych osób, które muszą być skrywane, łączą się z bezwzględnością tyranii i istot pozbawionych skrupułów.

Napisana przystępnym językiem, bez formalnego tonu, zawiera wiele kolokwializmów. Niektórym mogą przeszkadzać wstawki typu Spółka Zombie i Synowie (określenie Kim Ir Sena i jego następców), niekiedy wulgarnie nacechowane słownictwo, wyczuwalny pogląd autora na kwestię północnokoreańską, czyli negatywne nastawienie. Nie jest to książka historyczna, ale owe podmuchy przeszłości, jak wspomniałam, posiada. Dzięki lekturze dowiedziałam się o Korei Północnej wiele nowego, co pozwoliło mi na uzupełnienie luk w pożądanym zakresie wiedzowym. Wiadomo, to nie wszystko zostało zawarte, ale John Sweeney porusza najważniejsze problemy, z jakimi boryka się najpilniej strzeżony kraj, którego głową jest Wódź Zombie. Części będące relacją posiadają wydźwięk jakby słuchano się opowieści autora na żywo, podczas spotkania, dłuższej rozmowy. Książkę czyta się płynnie, gdy wbijemy się w jej rytm, może wciągnąć i tylko zatrzymać podczas bardziej drastycznych opisów.

Obszerna historia posiada wielu głównych bohaterów, nikogo nie można zrzucić z piedestału, postawić gdzieś niżej, gdyż każdy z nich, na swój sposób, jest w centrum okrutności bądź przez zawirowania losu, nie z własnej woli, z ową okrutnością miał do czynienia… i nadal ma. Tą okrutnością jest Korea Północna – wykreowana na taki obraz przez człowieka, któremu zachciało się… piekła na ziemi. Nikt go nie powstrzymał i doprowadziło to do sytuacji jaką mamy dziś – sytuację jaką bez ogródek prezentuje John Sweeney, demaskując także aspekty tyrani, paradoksalnie jej wielki blef. Gdyż Korea Północna jest jednym wielkim paradoksem skrywającym w swych objęciach miliony utrapionych istnień żyjących w nieustającym lęku. Być może zabrzmi to egoistycznie, ale przeczytawszy książkę uświadomiłam sobie, po raz kolejny, że ile miałam i mam szczęścia. Egzystencja nigdy nie jest usłana różami, ale nie posiadają one takich kolców, jak te północnokoreańskie.

Lekturę polecam osobom nie tylko zainteresowanym Koreą, tudzież sytuacji na północnej stronie półwyspu, ale każdemu, kto chciałby się dowiedzieć trochę więcej o Korei Północnej; każdemu, który chciałby wybić się i nie opierać się jedynie na informacjach podawanych przez media przy okazji kolejnych pogróżek ze strony Kim Dzong Una. Warto wiedzieć więcej…

Karolina.L

•••

Uzyskałam możliwość zapoznania się z książką „Korea Północna. Tajna misja w kraju wielkiego blefu”  Johna Sweeneya dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

grafika: japantimes.co.jp | tamaraberg.com | panoramio.com | koryogroup.com | nytimes.com i inne źródła
Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: