[RECENZJA] Kim Hyon Hui – „Łzy mojej duszy”

Łzy Mojej Duszy

Tytuł: Łzy mojej duszy

Autorka: Kim Hyon Hui

Język: Polski

Data publikacji: 2014

Stron: 192

Wydawnictwo: Veni Vidi Vici

Ocena:  10/10 gwiazdek

Jestem zdumiona, wręcz oszołomiona. Dosłownie. Nie będę tego ukrywać. Jestem nie tyle zmieszana zapoznaną treścią lektury jak i faktem, iż ukończyłam ją w niespełna kilka godzin, a do tego faktu zbierałam się od miesiąca. Wybaczcie, jeśli zaskoczy Was moje wyznanie, ale tak oto się stało. Zazwyczaj stopniowo czytam książkę, pozwalam sobie na chwilę oddechu, a jej na odpoczynek od targania kartkami. Gdy książka mnie wciągnie, potrafię ją przeczytać w oka mgnieniu, tak jak w tym przypadku, na jednym wdechu, ale zazwyczaj tak się nie zdarza. Powoli oswajam się z fabułą, bohaterami i tym podobnymi… Zaś czytając „Łzy mojej duszy” uświadomiłam sobie, że jest ona moją pierwszą książką stricte biograficzną, ba, autobiograficzną. Nie wiem, jak to się stało, ale wcześniej nie zaznajomiłam się z czyimś życiorysem tak dokładnie. Wydaje mi się więc, że typowa ludzka ciekawość odnośnie uchwyconych na papierze chwil z egzystencji innej istoty spowodowała tak szybko ukończony proces czytania… a przede wszystkim niesamowicie wciągająca opowieść o Kim Hyon Hui, przedstawiona jej własnymi słowami przetłumaczonymi na język polski, opowieści tragicznej.

Zaczynając od początku, czyli krótki spoiler będący wprowadzeniem.
Kim Hyon Hui przyszła na świat 27 stycznia 1962 roku. Początkowo jej narodziny powitano z rozczarowaniem, gdyż według dawnych i wciąż jeszcze obecnych poglądów na tle rodzinnym, jako pierwszy powinien urodzić się chłopiec. Jednakże, koniec końców, wszyscy pokochali małą Hyon Hui i stała się oczkiem w głowie. Zamieszkując stolicę Korei Północnej jej los szybko miał się odmienić… ale o tym nie będę pisać, gdyż wówczas odebrałabym Wam, drodzy Czytelnicy, samą przyjemność z czytania i poznawania historii byłej północnokoreańskiej kobiety-szpiega (jeśli ktoś jeszcze nie czytał książki). Kim Hyon Hui bardzo szczegółowo opisuje w książce chwile dzieciństwa, dorastania, kształcenia w różnych placówkach edukacyjnych, a przede wszystkim, okres skrupulatnego szkolenia z dala od Pyeongyangu, w celu pozostania tajną agentką. Są to opowieści niekiedy jakby wyrwane z filmu akcji bądź nieco podkolorowane, jednakże, drzemie w nich cząstka realności. Autorka wspomina również o swojej nauczycielce, Japonce, którą okazała się być porwana pod koniec lat siedemdziesiątych Yaeko Taguchi.

(…) Kiedy jakieś dwa lata wcześniej rozpoczynałam swoją misję, powie김현희dziano mi, że wyświadczam swojemu krajowi największą możliwą przysługę. Wierzyłam ślepo, że nasz Wielki Przywódca Kim Ir Sen jest wybawcą Korei Północnej. Teraz jednak wiedziałam, jak nieprawdopodobnie byłam naiwna. Nie doprowadziłam do zjednoczenia Korei, na co liczyli tajni agenci Kima. Nie zostałam bohaterką narodową, jak obiecywali. W rzeczywistości nie byłam już nawet człowiekiem. Byłam bezwartościowym, zasługującym na pogardę potworem. (…)

str. 9

Autorka dokładnie przywołuje wspomnienia z odbytych podróż do Europy i innych krajów Azji. W kwestii podróżowania, najważniejszym wątkiem staje się jedna z ostatnich wypraw na odręcznie wystosowane zlecenie przez samego Ukochanego Przywódcę Kim Jong Ila. Za wykonanie zadania obiecano jej to czego najbardziej wóczas pragnęła – powrotu do rodziny i doczekania w szczęściu, glorii końca swych dni. Nie ma to jak umiejętna manipulacja i gra ludzkimi emocjami ze strony Partii. Zatem, wraz z agentem-weteranem, Kim Seung Ilem, podjęli się podłożenia bomby w południowokoreańskim samolocie lotu Korean Air 858. Tym samym mieli przyczynić się do odwołania Igrzysk mających odbyć się w Seulu, a także przyśpieszyć proces zjednoczenia się Korei… nic bardziej mylnego. Cała operacja zakończyła się fiaskiem. Znaczy się, nie cała, rzecz jasna. Główna i najstraszniejsza część się powiodła – śmierć poniosło sto piętnaście niewinnych osób.

Już. Zrobiłam to. Odetchnęłam z ulgą i przemknęło mi przez myśl, że nie ma już odwrotu. W tamtej chwili nie miałam poczucia winy czy wyrzutów sumienia z powodu tego, co robiłam. Myślałam tylko o tym, że muszę wypełnić misję i że nie mogę zawieść mego kraju. (…)

str. 108

Kim Hyon Hui za popełniony czyn została skazana na karę śmierci. Oczekując wykonania wyroku, powoli godząc się z nadchodzącym końcem losu, dowiedziała się, iż ówczesny prezydent Korei Południowej, Roh Tae-woo, ułaskawił ją, argumentując podjętą decyzję, iż stała się ona marionetką w rękach Północnokoreańskiego Rządu oraz poddana praniu mózgu. Od tamtej chwili minęło dwadzieścia pięć lat. Na ich przełomie Kim Hyon Hui wyszła za mąż za jednego z agentów specjalnego Narodowej Służby Wywiadu Korei Południowej, który notabene zajmował się jej sprawą. Urodziła dwójkę synów, którzy ponoć nic nie wiedzą o jej przeszłości i o zbrodni jakiej się dopuściła. Do dnia dzisiejszego pojawia się w telewizji oraz udziela wywiadów, aby głosić prawdę o północnokoreańskiej propagandzie. Stara się również pomagać rodzinom ofiar tragicznego lotu 858 – m.in. – przekazała im wszystkie honoraria należne jej z tytułu sprzedaży „Łzy mojej duszy”. Wraz z rodziną mieszka w nieznanym i strzeżonym miejscu, gdzieś w Korei Południowej. Na podstawie historii KIm Hyon Hui, w 1990 roku nakręcono film znany pt. „Mayumi” (czyli japońskiego imienia, jakiego używała podczas wykonywania misji). W główną postać wcieliła się aktorka Kim Sora, która wówczas debiutowała, a za reżyserię odpowiedzialny był  Shin Sang-ok (południowokoreański reżyser porwany przez Koreę Północną w 1978 roku).

•••

Moje myśli i odczucia:
Jak wspomniałam na początku – jakoś to się stało, iż „Łzy mojej duszy” okazała się być pierwszą autobiografią jaką przeczytałam… i, która wciągnęła mnie powodując ukończenie lektury w niespełna kilka godzin. Mam niezwykle mieszane uczucia – odnośne samej postaci Kim Hyon Hui oraz decyzji jaką podjął południowokoreański prezydent. Z jednej strony jestem skłonna się z nim zgodzić – kobieta od maleńkości szkolona, aby bezgranicznie służyć swojemu kraju i bez zawahania wypełniać każde powierzone jej zadanie. Umiejętnie zagrano na jej uczuciach obiecując, że po wykonaniu zadania – podłożenia bomby – będzie mogła wrócić do rodziny. A przecież – niczego innego tak nie pragnęła. W tym fragmencie przeraziła mnie całkowita arogancja, manipulacja i potworność jaką emanowali dowódcy i inne osoby zlecające taką misję. Doskonale wiedzieli jak mogą uzyskać zamierzony cel, a także co powiedzieć, aby trybiki w wypranych umysłach działały tak jak tego chcieli, na ich warunkach. Kim Hyon Hui stała się pozbawioną świadomości bronią w rękach Partii – pasują tutaj słowa wypowiedziane przez jej ojca: „(…) Nie jesteś już moją córką! Należysz do nich, więc idź!”. Targały nią rozmaite emocje – od niepewności, sprzeczności po zakodowane oddanie krajowi. Nawet jeśli w pewnych chwilach uświadamiała sobie, że to jednak rodzina była dla niej najważniejsza – nie miała już możliwości odwrotu. Była córką Partii, musiała robić, co rozkażą.

Z drugiej jednak strony – dopuściła się czynu haniebnego i, według mnie, nie zasługującego na wybaczenie. Gdyby ktoś mi bliski był wówczas na pokładzie tego samolotu – żądałabym tego samego, co inne rodziny ofiar – kary śmierci. Zapewne dałoby to jakieś ukojenie, swoiste katharsis, choć jej śmierć nie zwróciłaby życia zabitych. Myśląc o tym w ten sposób po pewnej chwili następuje zawieszenie, gdyż przypominają mi się słowa, również ujęte w książce, wypowiedziane przez Li Ok, agentkę pilnującą i towarzyszącą Kim Hyon Hui podczas chwil spędzonych przed jak i po procesie:

(…) Wiesz, myślę, że cudzoziemcy nie rozumieją tej decyzji. Wydaje mi się, że trzeba przeżyć ból podziału Korei, żeby naprawdę ją docenić. Ludzie za granicą nie są w stanie wyobrazić sobie, co to znaczy, kiedy twój kraj zostaje podzielony i jedną z części rządzi okrutny tyran. (…)

str. 182

Bardzo ciężko jest wydać jednoznaczną ocenę, szczególnie będąc kimś w żaden sposób nie powiązanym z tą sprawą – będąc jedynie biernym Czytelnikiem. Zatem… wciąż pozostaje w rozterce.

Pomijając kwestie czysto sumienne i opiniotwórcze, pragnę zwrócić uwagę na dwa fragmenty, które w pewien sposób wywarły na mnie wpływ. Jednym z nich było zdumiewające oddanie i wewnętrzna siła jaka drzemała w wówczas nastoletniej Kim Hyon Hui. Choć pozbawiona energii, wykończona fizycznie i psychicznie (szczególnie podczas opisów egzaminów jakie po trzyletnim szkoleniu przechodzili wszyscy uczniowie szkoły szpiegowskiej), podnosiła się i brnęła dalej. Zapewne zawdzięczała to wieloletniemu treningowi, zakodowaniu w myślach „iż nie może postąpić inaczej„, ale również hartu ducha oraz silnemu charakterowi. Zdumiewające.

Drugim z nich jest ciąg momentów poczynając od nastrajania bomby, po scenę jej podłożenia, pozostawienia w schowku i opuszczenia samolotu. A także, gdy Kim Hyon Hui i  Kim Seung Il zostali przetrzymani na lotnisku, gdyż wykryto, że ich paszporty są fałszywe, aż po chwilę przyjęcia pocałunku śmierci, który dla kobiety okazał się chybiony. Podczas czytania myślałam, że serce wyskoczy – poddenerwowanie, niepewność, niepokój i zwykły strach jaki towarzyszyły towarzyszce Kim Hyon Hui – udzieliły się także i mi. Cóż to były za dziwne, dawno niedoświadczane emocje! Nie do opisania.

Słowem podsumowania:
Pomimo drobnych niedogodności technicznych (nie lubię tego typu czcionki, jak dla mnie jest zbyt mała i odstępy między wersami mogłyby być ociupinkę większe) nie mam się tak naprawdę do czego przyczepić. Historia północnokoreańskiej femme fatale jest zasmucająco niezwykła, frapująca, tragiczna i pozostająca w sercu, tuż po zapoznaniu się z nią… i przedstawiona w zadowalającym i kompatybilnym z wyobraźnią polskim tłumaczeniu. Czyta się płynnie i bez większych problemów.

Śmiem twierdzić, że dla samej autorki książka jest swoistego rodzaju rozliczeniem się z przeszłością, nawet jeśli na wymogi wydawnictwa nieco podkolorowaną (choć mam nadzieję, że tak nie było, ale niektóre fragmenty powodują, że takie spekulacje się pojawiają), z minionym życiem, które okazało się fałszem, z własnymi demonami oraz myślami, które musiała skrupulatnie skrywać – osobistym katharsis, spowiedzią oraz wytłumaczeniem się innym, a przede wszystkim rodzicom, nawet jeśli czyn ten miałby być jedynie symboliczny. Zaś dla Czytelników staje się możliwością, ofertą do poznania i choć troszkę zrozumienia czynów, przebiegu egzystencji i zmiany jaka zaszła w Kim Hyon Hui – dawnej północnokoreańskiej kobiety-szpieg zaślepienie wykonującej powierzone jej rozkazy, której w zamian Korea Północna pokazała, za przeproszeniem, środkowy palec i wykreśliła z historii, a która w Korei Południowej przeżyła odrodzenie i uzyskała drugą szansę.

Serdecznie polecam lekturę, gdyż zapewniam, że nie ulotni się w mgłę zapomnienia tuż po przeczytaniu. Pozostanie w myślach na dłużej…

Karolina.L

•••

Uzyskałam możliwość zapoznania się z książką „Łzy mojej duszy” Kim Hyon Hui dzięki uprzejmości wydawnictwa Veni Vidi Vici.

grafika: ilyo.co.kr | m.blog.daum.net | poweroftruth.net | weekly.donga.com | photo.korea.kr | magazine.hankyung.com | pumzil.com | koreabang.com
Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • 한•문•시

    LogoHanMunSinew

    Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie zezwalam na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zdjęć i tekstów bez mojego przyzwolenia.

    Dziękuję

  • Wizyt

    • 44,706
  • Archiwum

  • %d blogerów lubi to: